27 lutego 2021

Czasem trzeba zrobić zdjęcie depresji, by ludzie uwierzyli, że masz problem

W pierwszej połowie lutego zaskoczyła nas prawdziwa zima, co w Belgii jest stosunkowo rzadkim zjawiskiem. Nasypało śniegu, trochę pomroziło i była okazja porobić trochę zimowychy zdjęć. Dodam je tu na bloga ku pamięci zanim przejdę do opowiadania minionych ostatnio dni i naszych nowych przygód. Nie lubię zimna i zimy, ale nie zmeinia to faktu, że świat dość ładnie wygląda przysypany śniegiem. Jednak ja osobiśćie wolę ciepło, kolory i lato, zatem bardzo się cieszę, że zima już poszła i że zaczyna słoneczko grzać do czasu do czasu, a obrazki zimowe to już oglądać sobie mogę :-)

zima w naszym lesie


zima koło naszego lasu






zima w naszej wsi

Na początku mijającego właśnie tygodnia byłam z Młodą w mieście w siedzibie CLB, aby omówić sprawy związane z potwierdzeniem u Młodej spektrum autyzmu. 

Pani, z którą wcześniej nie szło się dogadać, bo jak nie straszyła sądem za niechodzenie do szkoły, to demonstrowała jakieś przychlastyczne odzywki w stylu: "patrz na mnie, jak do ciebie mówię", teraz nagle przywitała nas podejrzanie miło i uprzejmie i w ogóle mucha nie siada komar nie kuca. 

Podejrzenia okazały się niebezpodstawne. Z pierwa pomyślałyśmy z Młodą, że to może dlatego, że teraz Młoda ma na papierze, iż ma autyzm i może to ma na babę taki wpływ. Może to też miało, ale pełne wyjaśnienie nagłego przejawu człowieczeństwa okazało się trochę bardziej ....zabawne.

Wymieniłyśmy te wszystkie wyrazy związane z przywitaniem i przeszłyśmy do rzeczy. Ja powiedziałam  tytułem wstępu, że - co pani zapewne wiedziała od dyrektorki - z dyrką ustaliłyśmy, iż Młoda podzieli czwartą klasę na dwa lata itd itd (o tym już pisałam), ale w czasie ferii krokusowych rozkminiliśmy sprawę i przedyskutowaliśmy w domu raz jeszcze, po czym córka postanowiła, że rezygnuje całkiem ze szkoły i chce uczyć się w domu oraz zdawać komisyjny egzamin. Kobitka nie wydała się specjalnie zaskoczona taką decyzją, ale znowu "zaczęła się martwić" o socjalne kontakty Młodej i towarzyswto... 

To jest po prostu fascynujące, że potrafią nagle zamknąć szkoły na kilka tygodni czy miesięcy, ubrać dzieci w kagańce, zakazać spotkań towarzystkich  i pooddzielać od siebie tych młodych ludzi na wszelakie możliwe sposoby i jakoś nikt nie martwi się o ich socjalne kontakty i zdrowie psychiczne, ale kurwa jak JEDNO dziecko jest chore przez szkołę i próbuje unikać szkoły, by pozostać zdrowym, to nagle najważniejsze  jest by się socjalizowało, a chuj tam że sobie życie może odebrać ojtamojtam. Jak ktoś tu widzi sens, to gratuluję. Może się spokojnie starać o przyjęcie do pracy w poradni, a już na pewno idealnie pędzie pasował do tego systemu.

No ale dobra. Pani się martwi i wszyscy w ogóle się martwią, bo... (i tu następuje chwila złowrogiej ciszy i pani wyraźnie z czymś zaraz wyjedzie).... bo ona otrzymała telefon od nauczyciela fotografii...

W tym miejscu spoglądam na Młodą i widzę po oczach, że ona już wie, o co chodzi, bo na zamaskowanym pysku rysuje się wyraźne zakłopotanie, a wtedy i nagle mnie olśniewa, że to zapewne chodzi o ostatnie przed wakacjami zadanie z fotografii pt. "Autoportret". Dodam tu tytułem wyjaśnienia, że nie chodziło w tym zadaniu o pyknięcie se zwykłego selfiaka tylko o fotograficzną opowieść o sobie. Młoda pokazała w tym zadaniu swoją depresję. Pokazała ją tak doskonale, że po raz pierwszy w ciągu dwóch lat otrzymała tak wysokie punkty z zadania domowego z fotografii. Tak fantastycznie i wyraźnie przedstawiła siebie i swoje stany depresyjne, że belfer od fotografii zadzwonił do poradni, by powiedzieć, że z tym dzieckiem jest na prawdę nie za dobrze, to dziecko musi się czuć koszmarnie... Jednym słowem zadanie domowe Młodej okazało się być szokująco dobre! Ja nie widziałam tych zdjęć, ale jak tylko Młoda powiedziała, jaki mają temat, od razu wiedziałam, co ona przedstawi na zdjęciach. Potem byłam osobiście pożyczyć u sąsiada linę (taką najbardziej pasującą do szubienicy), byłam też z Młodą robić zdjęcia na dachu... Nie pomyślałam jednak, że Młoda aż takie dobre zdjęcia zrobi :-) Jednak przecież mam badzo zdolne i utalentowane dzieci.

Tutaj Młoda opowiedziała pani z poradni, że mogła w tym zadaniu przedstawić swoje kochane ptaki, że mogła pokazać swoje ulubione miejsce i hobby, bo mogła by wiele fajnych i ładnych rzeczy pokazać na tych zdjęciach, które by ją opisywały, ale cóż, dominującym motywem w jej życiu ostatnio jest złe samopoczucie, nawracające stany depresyjne i myśli samobójcze. Dlatego pokazała właśnie to, co czuje tu i teraz najbardziej. To jest jej portret. Potem Młoda spojrzała na mnie i wyraźnie znad maski było widać, że cieszy michę, a i mnie zaczęło sie chcieć śmiać. Obie wiedziałyśmy, że raczej nie zostało by to dobrze odebrane, bo pewnie i wy się zastanawiacie, co w tym takiego śmiesznego niby...?

Wiecie co jest w tym śmiesznego? Ano to, że wcześniej ta sama laska i kilka innych ludzi ze szkoły nie wierzyło, że moje dziecko na prawdę aż tak źle się czuje. Mówili, że szkoła jest najwazniejsza, że trzeba tam chodzić codziennie. Nikt nie chciał wierzyć, że dla Młodej szkoła to koszmar, że przez szkołę ma chęć skoczyć pod pociąg. Nie wierzyli, że ona serio jest skłonna odebrać sobie życie, mimo że na różne sposoby staraliśmy sie ich o tym przekonać. Przecież oni wiedzą lepiej, bo widzą nas pierwszy czy drugi raz na oczy to przecież widzą, że to gówno prawda c'nie! 

No i nagle głupie zadanie z fotografii, trzy zdjęcia pyknięte przez nastolatkę i cała gromada jest w szoku. Nagle wierzą, że moje dziecko źle się czuję, że z tą depresją i że z myślami samobójczymi to nie była ściema, bo zdrowy człowiek, by takich zdjęć nie zrobił... Bo Młoda jest artystką, a najlepsze dzieła powstają wszak pod wpływem silnych emocji. 

Lata przekonywań, tłumaczeń jak grochem o ścianę, a nagle jak już postanowiliśmy srać na szkołę, to przychodzi wielkie zrozumienie. Niby nie śmieszne to wcale, ale z drugiej strony śmieszne jak cholera. Chciało nam się śmiać i to jak. Wreszcie baba zajarzyła, no! I dlatego jest taka miła nagle i wyrozumiała. Tak, to było cholernie śmieszne. Szczególnie, jak powiedziała, że ona też widziała te zdjecia, bo belfer jej przesłał. Bardzo było śmieszne. Bo dobrze jej tak! HA HA! Jeszcze długo będziemy sobie ten moment wspominac i się śmiać, bo my wredne wiedźmy jesteśmy. Tylko belfra od fotografii trochę może żal, a może nie, bo belfer docenił sztukę, bo belfer zrozumiał uczucia ucznia przedstawione na obrazach, bo belfer zareagował. Dla belfra można czuć tylko szacunek w tym momencie i można mu podziękować. Dobry belfer. 

Jak już dzięki magii fotografii stara wiedźma zmieniła sie w miłą czarodziejkę, to nagle wyciągnęła z kapelusza kilka dobrych pomysłów i podpowiedzi.  I to się jej chwali. Z poradnią już raczej nie będziemy mieć wiele wspólnego, bo nie chodząc do szkoły, nie jesteśpod kontrolą CLB (choć badania i szczepienia nadal oni robią, gdy jest taka potrzeba), ale dobrze że choć na koniec na coś się przydali.

I tak, najsampierw zaproponowała, by Młoda nie wypisywała się na razie ze szkoły, tylko poprosiła swojego psychiatrę o atest, że nie może chodzić do szkoły ze względów zdrowotnych. Ona zaproponowała, że sama powiadomi dyrekcję szkoły. Młoda ma się jak najszybciej zapisać do komisji egzaminacyjnej (patrz 2 wpisy wczesniej) i na koniec doradziła jeszcze taką specjalną szkołę, czy jak tam nazwać tę instytucję, która przygotowuje ludzi do egzaminów. Biorą pod uwagę problemy człowieka, czyli np autyzm, dyspraksję, nadwrażliwość itp i organizują indywidulane, dopasowe zajęcia. Tak przynajmniej to brzmi w teorii. Jak to wygląda z bliska, to dopiero zamierzamy sie dowiedzieć. Właśnie zabieramy się za pisanie mejli, ustalanie spotkań, by zdobyć potrzebne informacje. Zaraz zpiszemy sie też do komisji egzaminacyjnej, by zacząć iść już powoli w jasno określonym kierunku i w ogóle jakoś ruszyć z miejsca, bo utknęliśmy trochę. W tej szkole - nie szkole ma Młoda też kumpelę i na pewno też coś się od niej dowie. Wychodzi na to, że płaci się 450€ wpisowego na rok, ale o innych opłatach nic nie mówią, więc raczej było by nas na to stać. Zakładając oczywiście, że dla Młodej to będzie miało sens, a to zależy od tego, jak te zajęcia wyglądają i ile osób jest w danej grupie. Tego jednak dowiemy sie u źródła, a wtedy o tym być może opowiem więcej.


Ja wczoraj w końcu wybrałam się do rodzinnego, by zobaczyć jak tam moje kości się na zdjęciach zaprezentowały. Prześwielenie robiłam gdzieś na początku stycznia, ale nie chciało mi się iść do doktora ,bo ostatnio plechy nie bolą mnie aż tak bardzo, by mnie to mogło zmotywować do łażenia po doktorach haha. Teraz zostałam zmotywowana tym, że się wiosna zaczęła i Młodemu trzeba receptę na zyrtec i spray do nosa, bo jak te wszystkie chabazie rzucą się do kwitnięcia i komary do gryzienia, to znowu Młody będzie zdychał od alergii. Komar już go dopadł w nocy w pokoju i dał mu całuska w usta. Młody se go pewnie na ubraniu przyniósł, bo odkąd się ociepliło to lata na pole i spowrotem cały czas. W oknach mamy wszędzie moskitery, ale te małe gnojki czasem też się przecisną jakoś. Ponaklejałam Młodemu naklejki antykmarowe na łóżku i  może to pomoże, ale usta mu spuchły i tak. Załatwiłam jednak tę receptę i dowiedziałam się co mi jest.

Doktor powiedział, że kręgosłup i biodra na razie wprzorząsiu, ale na stawach miednicy widać jakiś stan zapalny. Chodzi o staw krzyżowo biodrowy. Doktor mówi, że na zdjęciu nie widać dokładnie tego problemu i że jak bardzo mi to dokucza, to trzeba by pójść na badanie do szpitala. Powiedziałam mu, że jak mi zacznie znowu bardziej dokuczać, to przyjdę po skierowanko na badanko, ale na razie mi się nie chce w tych pojebanych koronnych warunkach pałętać po szpitalach. Zrseztą w naszym ulubionym szpitalu covid się wymknął spod kontroli i wszyskie planowane zabiegi czy badania są przesunięte. Wiem, bo akurat sąsiadka miała iść na operację, ale na razie odwołali i nie ma jeszcze nowego terminu. 

Ja sobie poczytałam w necie o tym zapaleniu i wszystko by się ładnie zgadzało. Bo oni tam piszą, że to często po urazie miednicy, a Madzia kiedyś w poprzednim życiu jechała se rowerem do miasta i została potrącona przez jakiegoś pojebańca jadącego samochodem, który w dupie miał Madzi pierwszeństwo. Byłam wtedy na pogotowiu (bo to akurat blisko szpitala było) żeby mi wyjęli te wszystkie kamienie i asfalt z łokcia, ale adrenalina spowodowała, że nie czułam, że i miednicę też powinnam im pokazać a może nawet kazać zrobić zdjęcie. Dopiero w domu, gdy zdjęłam portki,  zauważyłam, że cały bok mam czarny. No ale ja miałam wtenczas 20 lat i trenowałam sztuki walki, no to przecież z byle siniaczkiem nie będę szła do doktora, no wstyd by był c'nie. Zresztą to by i tak nic w tej kwestii nie zmieniło. Co ciekawe piszą też w internetach, że stan zapalny może być brany pomyłkowo za rwę kulszową i ja się teraz zastanawiam, czy te moje rwy kulszowe, które miałam najpierw w ciąży a potem jeszcze z 2 razy to były aby na pewno rwy kulszowe, czy może już wtedy palił mi się ten staw...? Bez wątpienia wspomnę o tym doktorowi, jak jeszcze kiedyś pójdę do niego  jojczyć na moje plecy. Czasem dobrze jest internet poczytać, bo wielu przydatnych  rzeczy można się dowiedzieć i czasem jakieś puzzle zaczną do siebie pasować a to daje nam do myślenia. No, przynajmniej dopóki nie zacznie się uważać, że internet czy poradnik papierowy może zastąpić wizytę u lekarza...

Piszą też (doktor też tak powiedział), że ruch jest bardzo ważny, czyli mogę spać spokojnie i z jeszcze większym spokojem wykonywać swoją ruchliwą robotę oraz - CO NAJWAŻNIEJSZE - ROWEROWAĆ! A sezon się zaczyna powoli i będziemy z małżonkiem korzystać. Mąż szykuje się do zakupu roweradła do samochodu, byśmy mogli kręcić tego roku też  po innych regionach Belgii, bo koło domu już nam sie trochę znudziło. W normalnych okolicznościach chcieliśmy jeździć pociągami z rowerami, ale to w normalnych okolicznościach bez kagańców i zakazaów jedzenia na stacji i w pociągach. Teraz to jednak lepiej i komfortowiej własnym transportem się przemieszczać.







26 lutego 2021

Przyjęcie urodzinowe online uważam za udane.

Ludzie mówią, że w czasie pandemi covid19 nie można organizowac imprez! Można organizować, tylko trza ruszyć głową . Oto przed wami gotowy scenariusz imprezy urodzinowej dla dziecka na czas pandemii! Wystraczy trochę chęci i można zrobić coś dla dzieci zamiast siedzieć, joczyć i czekać na powrót starych dobrych czasów, które nie wrócą nigdy.


W zeszłym tygodniu odbyła się długo i niecierpliwie oczekiwana przez naszego już dziewięciolatka

 impreza urodzinowa ONLINE. 

Mam kilkanaście (a nawet więcej) lat doświadczenia w prowadzeniu imprez dla dzieci, ale przez internet robiłam to pierwszy raz i trochę miałam wątpliwości na początku, czy to w ogóle jest możliwe. No ale ja lubię odkrywać nowe możliwości i realizować niecodzienne, żeby nie powiedzieć z dupy wzięte, pomysły.

Udało się! Miałam świetnych pomocników, bo zarówno solenizant jak i duża siostra solenizatna podrzucili całkiem sporo dobrych pomysłów i rozwiązań.

Do prowadzenia imprezy wykorzystaliśmy darmowy Google Meet. Znam go z wywiadówek i zebrań z poradnią CLB w szkole średniej. Korzystanie z google meet to łatwizna, nawet zupełnie zielony w internetach to ogarnie. Oczywiscie pewnie  dobrze jest mieć najsampierw konto u Googla, no ale ja mam. Google mówi, że Meet działa przez godzinę, ale to nie prawda, działa nawet kilka godzin.

Wchodzisz na Meet, tworzysz "nowe spotkanie" i kopiujesz link, który tam się pokaże. Link wysyła się wszystkim zainteresowanym informując ich, kiedy mają w niego kliknąć.

My wyprodukowaliśmy przy pomocy Worda i drukarki zacne zaproszenia, jak na zwykłe urodziny. Z tym, że kazałam Młodemu potajemnie je  w szkole rozdać kolegom i koleżankom, żeby belfrów oczy nie bolały. Wychowawczyni i tak gdzieś przyuważyła i miała jakieś sapy, że nie wolno bo korona.... Dobrze, że jak faktury czy testy rozdają dzieciom to nie ma na nich korony hahaha.

Na zaproszeniach stało napisane, że w niedzielę tego a tego lutego o godzinie 14 zaczynają się urodziny i że trza mieć laptop, tablet albo smartfona oraz papier i długopis. Dodaliśmy też, że goście mogą się przebrać i ewentualnie przygotować sobie jakieś przekąski i napoje (za zgodą rodziców). Podany był też mój numer telefonu/whatsappa oraz adres e-mail. Kto potwierdził chęć udziału w zabawie, otrzymywał od nas link dostępu.

Rodzice stwierdzili, że to super pomysł, świetna inicjatywa z tymi urodzinami online.

Jak przebiegały nasze urodziny online? (scenariusz)

Ja i Młoda :-)
Gdy wszyscy oczekiwani goście się zameldowali (około 10 dzieciaków) i udało się rozwiązać drobne problemy techniczne gości, wszyscy byli ogromnie zestresowani i nikt nie wiedział jak się zachować. Tak, my też, bo ci wszyscy rodzice tam stali przed kamerkami, a dzieci były wyjątkowo nieśmiałe jak na te cwane małe bestyjki. 

Ja i Młoda byłyśmy przebrane za ptaki. Miałyśmy na sobie maski (nie te antykowidowe, zwykłe maski). Niektóre dzieci też były przebrane. Bliźniaki w perukach z długimi włosami (Wikingowie) wygrali internety. Jeden młody miał za sobą całą wypaśną dekorację urodzinową - balony i takie tam. Solenizant oczywiscie też miał pokój udekorowany i założył śmieszne okulary.











Zaczęliśmy.

1. Na początek poszła głupia piosenka z fortnite "De vogel", któr odtwarzałyśmy z iPada, a  która miała na celu sprawdzenie, czy nas i pozostałych widać i słychać, no  i rozruszanie towarzystwa. Jednak poza mną i Młodą nikt nie chciał robić ptaka (machać rękami), bo wszyscy się wstydzili. No serio, o to bym tej dzikiej gromady w życiu nie posądzała haha.

2. Potem był quiz na rozrusznie szarych komórek. Tu skorzystaliśmy z internetowego koła fortuny, czyli ze strony internetowej https://wheeldecide.com/ gdzie stworzyłam własne koło z 60 pytaniami. Pytania zaś zgarnęłam z jakiejś strony z quizami. Wystarczy wklepać w googla "pytania do quizu dla dzieci". My oczywiście korzystaliśmy z pytań w języku niderlandzkim.

W google meet udostępniłam wszystkim to moje koło i sobie w ten sposób losowaliśmy pytania, a dzieci odpowiadały na nie na kartkach. Potem czytaliśmy odpowiedzi i notowaliśmy punkty. Wygrani mogli zatańczyć taniec zwycięstwa, a przegrani musieli zrobić smutną minę. Quiz jak quiz - nie jest to zwykle jakiś szał dla dzieci, raczej nudny zapychacz imprezy, ale zawsze coś.

Tu jeszcze jest stoper z którego korzystałyśmy, do odliczania 10 sekund na odpowiedź: https://www.online-stopwatch.com/countdown-clock/full-screen/

3. Kolejną zabawą, była zabawa w wyzwania. Do tej zabawy wydrukowałam wcześniej kilkanaście, czy -dziesiąt wyzwań i adresatów wyzwań, które pocięłam i umieściłam w dwóch pojemnikach. W trakcie zabawy Młoda losowała, kto ma coś zrobić, a ja losowałam, co ma zrobić. Kilka przykładów

KTO: wszyscy chłopcy, wszystkie dziewczynki, dzieci z długimi włosami, dzieci lubiące spagetti, wszyscy, chłopcy mający zielone skarpety, dzieci mające zwierzątko domowe, itd, itp

WYZWANIE: klęknąć na krześle i położyć sobie ręce na głowie, złapać się za nos i coś powiedzieć, obiec krzesło 3 razy wkoło, wyjść przed dom i zawołać "wierzę we wróżki", przytulić krzesło, udawać kota, psa, kangura..., próbować dotknąć językiem nosa, znaleźć czyste majtki i do końća zabawy mieć założone na głowie, podskoczyć 10 razy, itp

4. Potem puszczałyśmy z iPada (na iTunsie sobie listę zrobiłam wcześniej) kolejno kilkanaście utworów z różnych filmów i bajek dla dzieci, a uczestnicy mieli zgadnąć ich tytuły. Kto wiedział, krzyczał głośno odpowiedź. 

5. Mieliśmy też inną zabawę z kołem fortuny, ale tym razem w kole losowało się litery, kolory i materiał (metal, drewno, plastik). Zadaniem dzieci, było znaleźć w swoim domu rzecz zaczynającą się na wylosowaną literę albo w danym kolorze albo z danego materiału. Ta zabawa chyba najbardziej się wszystkim spodobała, bo na zakończenie jeszcze sobie powtórkę zażyczyli. Ubaw był przedni.

6. Drugą zabawą, która się bardzo spodobała były kalambury. Do tej zabawy wykorzystaliśmy jedną z wielu dostępnych w necie darmowych stron kalamburowych. My korzystaliśmy ze https://skribbl.io/.

Tutaj stworzyliśmy oczywiście własny pokój i dodaliśmy własne wyrazy do odgadywania. Wyrazy można sobie przygotować w notatniku czy wordzie i w trakcie zabawy po prostu skopiować i wkleić do skribbl. Tak właśnie zrobiliśmy. W trakcie imprezy zrobiłam pokój, wkleiłam hasła i wysłałam pobrany ze strony link na czat w google meet. Nnnno tu chwile trwało,  zanim wszystkim dzieciom udało się znaleźć czat w google meet, ale w końcu misja zakończyła się sukcesem i wszyscy znaleźli sie w grze. Kilka minut dzieci ogarniały o co kaman, ale jak już każdy zrozumiał co i jak, to wszyscy świetnie się bawili. Dogadywali sobie, robili podśmiechujki z nieudanych rysunków i wpisywanych odpowiedzi. Podobało się! Dla mnie i Młodej jednak najlepszy był moment, gdy nagle mi się wydało, że słyszę jakiegoś rodzica w tle i zajrzałam na google meet, a tam wszędzie przed kamerkami rodzice i  rodzeńswto naszych internetowych gości i wszyscy razem próbują zgadywac hasła. Uchachałyśmy się zdrowo. 

Miałyśmy przygotowane jeszcze kilka innych zabaw, ale dzieci były tak zafascynowane kalamburami, że po prostu im nie przeszkadzałyśmy, a i tak zanim się obejrzałam, minęło ponad 3 godziny!!! Niektóre dzieci musiały się pożegnać, bo rodzice wyciągnęli je na spacer (było 18 stopni i słonecznie), do innych znowu jakaś ciotka przyszła. Kilkoro jednak zostało i bawili sie jeszcze w szukanie przedmiotów z pół godziny.

Na drugi dzień w szkole dzieci mówiły Młodemu, że to były super urodziny. No pewnie, że super, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że od początku roku szkolnego poza nami nikt nie organizował żadnych urodzin, a w Belgii w normalnych okolicznościach każdy organizuje urodziny, czy to dla całej klasy, czy choćby najlepszych kolegów. Urodziny przez internet są na pewno lepsze niż brak urodzin. A dziś już wiemy, że urodziny przez internet są bardzo, ale to bardzo fajne i w ten sposób można się całkiem dobrze bawić. Wystarczy mieć trochę fantazji i chęci... Polecam!







6 lutego 2021

Komisja egzaminacyjna i nauka domowa, czy chodzenie po 2 lata do jednej klasy? Oto jest pytanie.

 Spotkanie z dyrektorką się odbyło w poprzedni piątek zgodnie z planem i znowu zaskoczeni zostaliśmy niecodzienną propozycją ze strony szkoły, choć przecież się nie raz zarzekałam, że we flamandzkiej szkole nic mnie już nie zdziwi... 


Dyrka oznajmiła, że spektrum autyzmu to w tej szkole dosyć popularna rzecz i sporo uczniów już się przez szkołę przewinęło z różnymi problemami wynikającymi z autyzmu. Jednym słowem są obcykani hehe.

Po krótkiej rozmowie  zaproponowała, że Młoda - jeśli chce - może podzielić sobie klasę czwartą na dwa lata. Teraz wybrać połowę przedmiotów do zaliczenia, a od września zabrać się za pozostałe. 

Po przedyskutowanie sprawy z Młodą, która bynajmniej do tego pomysłu entuzjastycznie nastawiona nie jest (bo ona chce wyrwać się ze szkoły jak najszybciej a nie jeszcze dłużej tam kiblować - zmiłujcie się!), doszliśmy do wniosku, że to póki co najlepszy pomysł z możliwych, bo w normalnym systemie Młoda nie ma szans zaliczyć tej klasy raczej, a - jak to mówią - z braku laku dobry i kit. Napisałam zatem mejl do dyrki, że się zgadzamy na taki układ i teraz czekamy na zatwierdzenie klasowej rady.

Młoda jednak w międzyczasie przedyskutowała sprawę z psiapsiółą i tamta namawia ją na - zasugerowaną  również przez naszą psychiatrę - Komisję Egzaminacyjną, bo sama jest w trakcie przygotowań do egzaminów (psiapsióła nie psychiatra), a nawet już jeden zdała i mówi, że to dobra sprawa. 

No i Młoda już jest na tak. Zatem ja zabrałam się za zgłębianie tematu i chyba też już jestem przekonana, że to całkiem dobry pomysł, bo w sumie jest szansa, że Młoda może otrzymać dyplom z technikum w kierunku fotografia w ogóle nie chodząc do szkoły, czyli że w sumie to może być faktycznie najlepsze rozwiązanie. 

Przy okazji tego całego spotkania przekonałam się naocznie i organoleptycznie, jak reaguje Młoda na szkołę w rzeczywistości, a to co zobaczyłam mnie przeraziło, zszokowało i zmroziło jednocześnie, bo dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest źle i czym jest tak na prawdę trauma związana ze szkołą, na którą - nota bene -  Młoda też ma stosowny dokument od lekarza, a którego to ter,inu jak dotąd tak na prawdę w ogóle nie rozumiałam... Nagle mnie olśniło. Lepiej późno niż wcale, ech.

 Zatem wielce prawdopodobnie zdecydujemy się na naukę domową od września i mamy nadzieję, że to będzie dobra decyzja i że Młoda zostanie dyplomowanym forografem szybciej niż ustawa przewiduje, bo to bardzo łebska dziopa.

A ja nie to co? Za 2 lata skończy 18 lat i już nikt jej nie bedzie zmuszał do chodzenia do jakiejkolwiek szkoły. Wszyscy będą ją mogli cmoknąć. Czyli że nie ma w sumie nic do stracenia, a wiele do zyskania. 

Przeczytałam cały Internet i spisałam sobie najważniejsze informacje w zeszycie. Po czym postanowiłam, że spiszę je też na blogu, bo a nuż widelec komuś sie one przydadzą...


Co to jest Examencommisie (Komisja Egzaminacyjna) i jak to działa?

Komisja Egzaminacyjna NIE organizuje nauczania, NIE przygotowuje do egzaminów ani NIE zapewnia żadnych materiałów do nauki.

Komisja Egzaminacyjna organizuje tylko egzaminy, do których człowiek musi się całkowicie samodzielnie przygotować. Można oczywiście chodzić na kursy, zapisać się do szkoły prywatnej czy innej, szukać korepetytorów itd, ale po prostu Komisji to nic nie obchodzi, jak się przygotuje człowiek do egzaminów.

Komisja podaje sugestie, pomysły, przykłady książek i innych materałów, z których uczeń może skorzystać. 

Dzięki Examencommisie uczeń może otrzymać dyplom wybranej szkoły średniej. Może też zaliczyć jakiś etap szkoły średniej, a dokładnie zdając egzaminy otrzymać stosowne certyfikaty, których mu brakuje z jakiegoś powodu, a potem zapisać się na powrót  do zwykłej szkoły średniej.

Mamy tam do wyboru 3 stopnie szkoły średniej (tak samo jak w normalnej  szkole), ale nie ma podziałów na klasy. Egzaminy zdaje się zatem z  całych dwóch lat jednego stopnia jednocześnie, a nie z każdego trymestru, jak w zwykłej szkole. Trzeba zdać egzamin z każdego przedmiotu, jaki jest przewidziany na danym kierunku. 

Z każdego przedmiotu organizowane są egzaminy kilka razy do roku. Człowiek sam decyduje, kiedy zdaje egzamin z danego przedmiotu. Samemu też decyduje się w jakiej kolejności będzie zaliczało się poszczególne przedmioty. Egzaminy odbywają się w Brukseli lub innych wyznaczonych miejscach. Większość egzaminów zdaje się na komputerze, ale są też czasem pisemne oraz oczywiście ustne.

Od momentu zapisania się na pierwszy egzamin jest 2 lata czasu na zdanie wszystkich przedmiotów. Jednak wyniki egzaminów są ważne kilka lat (bodajże 7) i można zapisać się od nowa na ten (czy inny) kierunek  i poprosić o zaliczenie zdanych egzaminów.

Jeśli zaliczy się egzaminy z wszystkich wymaganych przedmiotów otrzymując z każdego 50%, to otrzymuje się certyfikat (1 i 2 stopień) albo dyplom (3 stopień). Z takim dyplomem można pójść zwyczajnie na studia albo podjąć pracę.

W Examencommisie jest do wyboru ASO (liceum), TSO (technikum), KSO (artystyczna) i BSO(zawodówka). Jednak do wyboru jest tylko kilka kierunków, które są możliwe do zrealizowania w ten sposób.

Gdy wejdziemy na stronę internetową, znajdziemy tam wszystkie przydatne informacje.

https://examencommissiesecundaironderwijs.be/

Wystarczy wybrać stopień i kierunkek interesującej nas szkoły, a zobaczymy wszystkie przdmioty, z jakich musimy zdać egzaminy. Napisane też jest, jaki jest rodzaj egzaminu (ustny, pisemny). W "vakfiches" znajdziemy też  wymagania, czyli cały zakres materiału do opanowania oraz ewentualne zadania do wykonania (np że trzeba przeczytać jakieś lektury na j. niderlandzki albo że z praktyki fotografii jest konkretne zadanie fotograficzne)

Kto może się zapisać do Examencommisie?

Każdy może się zapisać. Nie ma określonego wieku, narodowości, miejsca zamieszkania, nie wymagane są żadne dyplomy, kursy czy certyfikaty.

Osoby niepełnoletnie podlegające obowiązkowi nauki (leerplicht) mogą zapisać się do examencommisie jednocześnie chodząc do szkoły stacjonarnej albo rozpocząć oficjalnie naukę domową (o tym niżej) 

Ile to kosztuje? 


Po zapisaniu się do Examencommisie i wybraniu kierunku, trzeba dokonac opłaty. To kosztuje około 35€ 

Jak się można zapisać?

Zapisy odbywają się przez internet za pomocą dowodu osobistego i czytnika. Oczywiście potrzebny jest PIN. Warunkiem zapisania się jest jednak OBOWIĄZKOWE zaliczenie sesji informacyjnej, która odbywa się w Brukseli. Z powodu pandemii sesja została zastąpiona czasowo obowiązkowymi filmikami.

Nauka domowa, czyli huisonderwijs we Flandrii.

We Flandrii nie ma obowiązku szkolnego. Jest obowiązek nauki od 5 (od 2020r) do 18 roku życia. Uczeń może spełniać obowiązek nauki ucząc się np w domu.

Jakie są ogólne warunki nauki domowej?

- Coroczne składanie oświadczenia o nauce w domu (verklaring van huisonderwijs) w Agentschap voor Onderwijsdiensten AgODi
- obowiązkowe zapisanie dziecka  do Egzamencommisie van de Vlaamse Gemenschap
- obowiązkowe uczestnictwo w egzaminach, chyba że CLB z jakiegoś powodu z nich zwalnia
- akceptowanie inspekcji inspektoratu edukacji (onderwijsinspectie)

Jak i kiedy trzeba poinformować AgODi?

Najpóźniej 3 dnia szkolnego, w którym uczeń zaczął naukę domową, rodzice przesyłają do AgODi oświadczenie nauczania domowego (verklaring van huisonderwijs). Korzystają z odpowiedniego formularza (dostępny w necie) i dostarczają dodatkowych informacji na temat nauczania w domu.

Naukę domową zaczyna się od początku roku szkolnego (od września), jednak jeśli CLB wyrazi zgodę, można też w innym momencie. Rodzice są zobowiązani do poinformowania o tej decyzji CLB.

Nie można być zapisanym do zwykłej szkoły i jednocześnie robić nauki domowej!

Rząd flamandzki nie nakłada żadnych specjalnych wymagań dotyczących dyplomu nauczyciela domowego, także jeśli rodzic jest tym nauczycielem. Rząd nie przedstawia też żadnych obowiązkowych przedmiotów, podręczników ani planów lekcji domowych.

Nauka jednak musi spełniać pewne minimalne wymagania:
- rozwijać osobowość i talenty dziecka oraz przygotowywać je do aktywnego dorosłego życia
- musi zaszczepiać poszanowanie praw człowieka i wartości kulturowych samego dziecka jak i innych osób

Inspektorat oświaty sprawdza systematycznie, czy edukacja domowa spełnia te wymagania. Rodzic musi na tę inspekcję pozwalać. 

Rodzice ponoszą wszystkie koszty nauki domowej, ale wybierając nauke domową nie otrzymują dodatku szkolnego.


To wszystko powyżej to póki co dla nas czysta teoria wyczytana na takich stronach jak:

Jak to wygląda w praktyce, być może za jakiś czas się przekonamy, a wówczas poczynię stosowne notatki i w tym pamiętniku.