19 maja 2019

Czy w Belgii można czuć się bezpiecznie?

Ostrzeżenie! Wpis poniższy jest moją osobistą opinią. Pamiętajcie, że ufanie bezgraniczne drugiemu człowiekowi może grozić utratą zdrowia fizycznego i psychicznegoa a nawet śmiercią. Skargi i zażalenia proszę kierować do mojego psychiatry.


Od czasu do czasu (ale systematycznie od 6 lat!) piszą do mnie ludzie, którzy pakują walizki i kupują bilety w jedną stronę  ⇉ kierunek BELGIA. Większość zadaje podobne pytania dotyczące podstawowych spraw życiowych, jak mieszkanie, zameldowanie, dokumenty, opieka zdrowotna, szkoły, zwierzęta, no i w końcu bezpieczeństwo. 

Właśnie postanowiłam poświęcić jeden wpis szerszej odpowiedzi na to ostatnie pytanie:

Czy w Belgii można czuć się bezpiecznie?


Zanim zaczęłam pisać ten artykuł, zapytałam na Instagramie kilku mniej lub bardziej przypadkowych rodaków mieszkających/bywających w Belgii, jak oni widzą kwestię bezpieczeństwa w tym kraju i się okazało, że mają podobne zdanie jak ja sama. Oczywiście, każdy widzi te sprawy trochę inaczej,  z trochę innej perspektywy na nie spogląda, ale ogólna odpowiedź brzmi "TAK".

Tak, w Belgii można czuć się bezpiecznie!

Tylko trzeba pamiętać, by:

 - nie pałętać się w nocy (ani za dnia) po dzielnicach i ulicach, gdzie chętnie dają po mordzie, gwałcą i rabują;
- uważać na swoje dzieci
- darzyć ludzi ograniczonym zaufaniem
- nosić kamizelkę odblaskową i kask, gdy się jedzie rowerem
- mieć ubezpieczenie zdrowotne, przeciwpożarowe, od kradzieży, powodzi, tornada...
- najpierw myśleć, potem robić
- w ogóle myśleć

Pod tym względem Belgia nie różni się od Polski i innych krajów na całym świecie. WSZĘDZIE można dostać w zęby, zostać okradzionym, zgwałconym, oplutym, wyśmianym, przejechanym przez pijanego kierowcę.... A nie, wróć, to ostatnie jednak o wiele bardziej prawdopodobne jest w Polsce, niż gdzie indziej... Statystyki mówią same za siebie. 

W Belgii są miejsca, gdzie lepiej nie chodzić samemu nawet za dnia, o nocy nawet nie wspominam. Tak samo jak w Polsce i wszędzie indziej.

Co nie zmienia faktu, że moje Młode jak i reszta młodziezy belgijskiej wszelakiej narodowości dojeżdża do szkoły na rowerach, autobusami i pociągami. Nie boją się ani ja się nie boję o nie. No dobra, boję się czasem, bo - tak samo jak wszędzie - w Belgii dzieci ulegają wypadkom - wywracają się i łamią kończyny, zostają przejechane przez samochody i to częstokroć śmiertelnie... Jednak mimo wszystko chyba rzadziej niż w Polsce, szczególnie gdy wziąść pod uwagę zagęszczenie ludzi na metr kwadratowy,  rowerzystów i samochodów na drogach.
Czy w niebezpiecznym miejscu, dzieci jeździły by same rowerami do szkoły podstawowej?
Moje Młode jeżdżą też samopas pociągami do dużego miasta na zakupy, gdy najdzie je tylko ochota. Takie np Mechelen to nie małe miasteczko - se sprawdźcie w wikipedii, jak nie wierzycie, ale ja po tym mieście łaziłam nocami i siedziałam na dworcu centralnym czekając na pociąg. Na ulicy o 22 widywałam spacerujące babcie i dziadziusiów z pieskami, mamusie z wózkami, małolatów na rowerach, deskach, biegaczy itd itp. Ludzie w każdym wieku i każdej narodowości - Belgowie, Chińczycy, Polacy, Rosjanie, Rumunii, Marokanie (ńczycy?), Kongijczycy i co tam sobie Państwo chcecie. Widywałam też sporo policjantów na rowerach, skuterach, i na koniach. Wiem, że w tym jak i wielu innych belgijskich miastach prawie wszędzie są kamery minitoringu... W takich miejscach jesteś bezpieczniejszy niż u siebie w salonie w domku pod Rzeszowem, w Kielcach czy w Łodzi ;-)

Jednak od znajomych wiem, że w Mechelen są dzielnie, gdzie bez kałacha lepiej się nie zapuszczać nawet za dnia.

Moje Młode (i ja sama) chadzają też po nocy do lasu na spacerowanie i jakoś specjalnie się o nie martwię. U nas jest bezpiecznie, bo mieszkamy na wsi. Co nie znaczy, że nic się nikomu złego przytrafić nie może. Nikt nigdzie nie jest na 100% bezpieczny. Boszzzz, nawet w domu ci książka czy doniczka na łeb może spaść i ukatrupić.... U nas zdarzają się często kradzieże, szczególnie rowerów, szczególnie na dworcach, no ale w Belgii to akurat jest sport narodowy - ponoć w ciągu 3 minut ginie tu jeden rower :-). No ale rower to tylko rower.
w tym lesie-parku  można śmiało spacerować nawet o północy

Jeżdżę też sama do stolicy - autobusami, pociągami, rowerem, autem i jak dotąd żyję. Mieszkałam w Brukseli przez kilka miesięcy i tam też zdazrało mi się wieczorami spacery z dziećmi urządzać i też czułam się w swojej okolicy bezpiecznie... Podkreślam - w swojej okolicy! Jakoś nie wyobrażam sobie samotnych nocnych spacerów po takim np Molenbeeku, bo tam już za dnia jest niemiło. Co nie zmienia faktu, że sporo Polaków tam mieszka i to z dziećmi... Bo szkopół w tym, że każdy z nas ma jakieś własne upodobania, poglądy i podejście do życia. Jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu stopy śmierdzą...

Bruksela, Antwerpia i wiele innych miast nie należą do bezpiecznych, ale czyż inaczej jest w Polsce w dużych aglomeracjach? Nie.

Wiem chyba jednak, co kryje się tak na prawdę za tym niewinnym pytaniem o bezpieczeństwo w Belgii. Ba, sporo osób mówiło o tym wprost...
 Jedna z moich  instagramowych rozmówczyń zaś  podsunęła mi powód tych obaw...

Nie mam polskiej telewizji (w ogóle nie mam tv), nie czytam polskich gazet, ani w ogóle nie interesuję się za bardzo tym, co dzieje się w Polszy, (bo tu mam się czym interesować) ale coś mnie słuchy czasem dolatują, że polskie media sieją panikę i straszą Rodaków zagranicą, falą emigracji i Arabami (jednocześnie rząd rozdaje prezenty), bo przecież Polacy mają masowo wracać do tej zielonej wyspy... My tu w zagranicy ciągle twierdzimy, że chyba po resztę rzeczy i psa, a nieustające mejle do mnie od wyjeżdżających do Belgii Rodaków to potwierdzają, ale propaganda trwa i jak widać jest dość skuteczna... "Zagranica jest starszna i zła, nie jedźcie tam do tego bezbożnego kraju, gdzie Araby się wysadzają i gwałcą..."

Tera ze sprawdźcie w statystykach, ile osób zginęło w zamachach w ostatnich latach, a ile w tym samym czasie w Polsce na drogach,  ilu ludzi zamordowali  pijani Polacy za kierownicą (i nie tylko) we Wszystkich Świętych i w długie weekendy... Potem sami oceńcie, gdzie jest statystycznie bezpieczniej ;-)

Ten straszny zły Arab, ech.

Opowiem Wam tu anegdotkę.
Gdy moje dziewczynki były małe, ciotka (moja siostra) kiedyś wkurzona  powiedziała do nich:
- Sprzątajcie te klocki, bo jak nie, to zaraz wezmę na was bata.
Dziewczynki, ku wielkiemu naszemu zdziwieniu, zabrały się posłusznie za zbieranie klocków. Nie raz ciotka, babcia czy matka straszyły je "wzięciem kija" czy miotły i nigdy nie dawało to żadnych rezultatów, bo cwaniary wiedziały, że to tylko takie gadanie. Straszenie batem podziałało potem jeszcze kilka razy i nie wiedzieliśmy dlaczego, dopóki pewnego razu Młoda nie spytała:
- Ciotko, a co to jest ten bat?
Po wyjaśnieniu, straszak przestał działać.

No i właśnie, sporo Rodaków też boi się bata Araba, bo nie wiedzą, co to jest...

Mieszkałam w PL 35 lat i nie poznałam przez ten czas ani jednego Araba, ani jednego czarnego, ani jednego brązowego, ani jednego żółtego człowieka. Pamiętam jednak dokładnie jak i mnie straszono Arabami, Cyganami itd. Arab, Chińczyk czy Żyd nie może być dobry - mówiła moja babcia, gdy byłam jeszcze dziewczynką - bo oni mają innego boga, bo żyją wedle innego prawa, innych zwyczajów, czyli są źli i starszni, bo są inni. Tja! Dziś jestem dużą dziewczynką i wiem, że to jeden wielki shit.

Dziś wydaje mi się to śmieszne, ale tak na prawdę to śmieszne  nie było ani nie jest. To jest tragiczne, bo okazuje się, że od tego czasu, jak byłam małą dziewczynką, za bardzo się w poglądach i wiedzy Polaków o świecie nie  zmieniło...

A dziś mamy Internet, mnóstwo książek, w których można znaleźć bardzo wiele informacji o innych narodach, kulturach, krajach... na każdy prawie temat. Mamy mnóstwo Polaków za granicami, a wielu z nich prowadzi fantastyczne blogi, vlogi i inne relacje z obcego świata. Wielu ludzi podróżuje i też opowiadaja o tym w necie. Piszą też książki. Warto czasem wyłączyć głupią telewizję i sięgnąć po książkę czy ciekawego bloga podróżniczego i zacząć samodzielnie myśleć. To nie boli. Serio!

Cieszę się, że jednak czasem ludzie pytają. Nie uważam siebie za niewiadomokogo, ale nawet ja mogę coś powiedzieć na temat Arabów, czy innych obcych, bo spotykam ich tu na każdym kroku.

Ludzie, zapewniam Was, że Arab, Żyd, Chińczyk, Belg, Niemiec, Anglik to taki sam człek jak Wy. ma dwie ręce, dwie nogi i jedna głowę. Baby mają po 2 piersi a chłopy 1 penisa. Młodego co prawda kiedyś niebywale zaskoczyło, że jego kolega z przedszkola "ma carnego siusiacka", no ale szczegół, Wiadomo wszak, że co innego czarna buzia i ręce, a co innego siusiaczek :P

Oczywiście "obcy" mogą mieć inne poglądy niż wy, mogą mieć inny kolor niż wy, mówić innym językiem niż wy (choć tu już możecie się czasem zdziwić; jedna znajoma Belgijka mówi dosknale po rosyjsku a 2 lata uczyła się tez polskiego, bo ma polskie kumpele, znam też Hindusa, który chodził na kurs polskiego, tak że tak...).
Wierzą też często w co innego, ale ciągle przede wszystkim są ludźmi, czyli jedni będą dla was mili, drudzy z chęcią by was utopili w łyżce wody, jedni będą was szanować, inni wami gardzić, jedni z wami chętnie porozmawiają, drudzy odwrócą sie do was dupą. 

Znam osobiście kilku Muzułmanów. Można rzec, że z niektórymi się przyjaźnię, a nasze dzieci bawią się razem. Znam osobiście rodzinę uchodźców z Syrii - fajni, przyjaźni, weseli i pracowici ludzie, co więcej poznaliśmy się na szkolnej imprezie, bo oni tak samo jak i my udzielają się w tutejszej Radzie Rodziców. Belgów znam jeszcze więcej, bo tylko z nimi praktycznie się zadaję. Nie mam za wielu rodaków w sąsiedztwie ani nie mam czasu na przyjaźnie... Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, a człowiek to bynajmniej nie jest cud natury i najdoskonalsza istota, jak niektórzy próbują wam zapewne wmawiać. Raczej wprost przeciwnie... 

Teraz do tego garnca miodu trzeba dodać łyżkę dziegciu, bo  nic nie jest nigdy tylko czarne ani tylko białe. Są jeszcze inne kolory, odcienie i szarości, a świat wypełniają je one wszystkie na raz.

 Dodam tu zatem uczciwie, iż - MOIM ZDANIEM - niekończąca się fala emigracji ma wielki wpływ na zmiejszenie bezpieczeństwa w Europie, a może być tylko gorzej, jeżeli polityka rządów się nie zmieni. Bynajmniej nie dlatego, że "Arab jest zły", ale dlatego, że np. nie można przesiedlić całej Afryki do Europy  bez poważnych konsekwencji moralnych, ekonomicznych i społecznych. Nie można bez ograniczeń mieszać ze sobą ludzi różnych kultur i religii, nie można pozwalać na nadmierną tolerancję dla wybranych grup i tolerancję nietolerancji oraz temu podobne zagrywki, które dzieją sie na naszych oczach i które faktycznie zmiejszają nasze bezpieczeństwo. I ja to widzę, bo jestem doskonałym obserwatorem. Przez ZALEDWIE  sześć lat, które tu mieszkamy, nasza okolica zmieniła się bardzo i to bynajmniej nie na korzyść. Zatem można mieć obawy, co do przyszłości Europy i całego świata, a co za tym idzie bezpieczeństwa, bo to co się dzieje, już dawno przekroczyło granice normalności (mojej normalności, bo normalność jest jak dupa - każdy ma swoją).

Mam farta mieszkać na wiosce, która jest rzut beretem od Brukseli i widzę wyraźnie, że szczury już uciekają z tonącego okrętu. Dodam, że wielu naszych belgijskich znajomych jest podobnego zdania!
Moi sąsiedzi i znajomi opowiadają, że kiedyś bardzo chętnie jeździli do stolicy na zakupy, do pracy, do kina, restauracji itd. Dziś wielu zwyczajnie sie boi albo po prostu czuje się w tym mieście niefajnie. Miasto zmienia się. Powoli staje się niebelgijskie. Blisko 1/4 mieszkańców stanowią dziś Muzułmanie, co widać, słychac i czuć. Reszta to mieszanina ludzi z całego świata z najróżniejszym bagażem doświadczeń życiowych i najdziwniejszych przekonań. Istna wieża Babel. Tam już w wielu miejscach panują obce, niebelgijskie zasady,  religia  i  prawo. Tam już Belg czy Polak musi się dostosowywać i nie jest już mile widziany. Tolerancja to w tych dzielniach jakiś egzotyczny robak, którego się rozdeptuje. 

Tak dzieje się zawsze, gdy pozwoli się jakiejś grupie lub grupom na ustępstwa i odstępstwa od normy, na nieprzestrzeganie prawa i norm społecznych. To się tak samo tyczy "naszych" jak  "kolorowych", czy wszystkich innych. Ludzi trza trzymać mocno za pysk, inaczej się to nie potrafi właściwie zachowywać. Jak każdy może zachowywac się po swojemu, to zawsze dochodzi do mordobicia. Nie trza być wykształconym, by to wiedzieć. 

W Brukseli robi się coraz większy syf. Tu i ówdzie zaczyna panować kompletna anarchia albo rządy "obcych", którzy bynajmniej obcymi nie są, bo tu się urodzili i wychowali. Są dzielnie, gdzie policja boi sie chodzić. Na ulicach coraz więcej bezdomnych i żebraków. Całe parki, dworce i place zabaw zajęte są przez uchodźców, którzy kąpią się w fontannach, kradną, żebrzą i są agresywni (kto by nie był, jak by musial spać na ulicy i nie miał co jeść).

Różnica pomiędzi dziś a 5 lat temu jest niesamowita. 3 lata temu wysiadałam z autobusu na Noordzie (Dworzec Północny) i czułam sie tam swobodnie, bezpiecznie. Zdarzało mi sie tam bywać wieczorem i też był spokój. Po zamachu nawet było bezpieczniej niż teraz, o wiele bezpieczniej! Dziś bym tam nie poszła. Jeden syf. Pełno bezdomnych, którzy zaczepiają ludzi i ...śmierdzą. Kierowcy autobusów opowiadali, że oni mają pauzę, wyjmuja kanapki a tu ktoś koło autobusu np zdejmuje portki i sobie sra. Zaczęto tam ponoć "sprzątać", ale nie wyślą przecież tych ludzi w kosmos... ani nie zastrzelą. Watpię, by było możliwe udzielenie wszystkim pomocy, bo - jak już wielokrotnie mówiłam - wyżej dupy nie podskoczysz,  z pustego i Salomon nie naleje, a całej Afryki, Europy Wschodniej i Azji nie da się przesiedlić do Europy, bo coś pierdolnie.

Dlatego każdy, kto jest uczciwy, kto chce normalnie żyć, pracować i mieszkać w normalnych, bezpiecznych  warunkach to ze stolicy  ucieka. Jest jeszcze w Brukseli sporo dobrych dzielnic, gdzie można spokojnie żyć, ale jak tak dalej pójdzie, to za następnych 6 lat już nie będzie... Podejrzewam, że w innych dużych miastach też te niekorzystne zmiany widać. 

A wtedy i u nas będzie syf. Cholera, już jest! Bo miastowe niestety nie bardzo potrafią się zachować na wsi. Co widać, słychac i czuć. Miastowe są nauczone, że śmieci można wywalić na ulicę, bo ktoś posprząta (bo tak się robi w Brukseli!). Tymczasem u nas na wsi prawo nakazuje samemu wywozić niektóre śmieci do parku kontenerowego, a zwyczaj każde ogarniać teren przed swoim domem. Jak ktoś rzuci papierek, to się podnosi i zabiera do swojego kosza. Jak koń nasra, to sie bierze szufelkę i wynosi nawóz do ogródka. A miastowy nie dość że sam pizdnie papierkiem to jeszcze nasra (albo jego pies nasra) i zostawi. Obcy nie wywozi śmieci do parku kontenerowego - on wyrzuca na łąkę albo pod lasem koło drogi. SYF!
Poza tym nie dawno pisali w gazecie, że na jednym z  fajniejszych placów zabaw w gminie lepiej już się nie bawić, bo gnoje ze stolycy handlują tam narkotykami, zaczepiają dzieci, kradną. 
Nasza gmina to jeszcze wieś, ale już coraz bardziej przypomina miasto i nie długo nie bedzie już tu bezpiecznie. My mieszkamy na zadupiu w małej wsi, ale i tu może w końcu ta dzicz miastowa zacząć sie panoszyć.
Im więcej chołoty tym mniej bezpiecznie. O tym się mówi u nas na wsi często. Zatem nie jest to tylko moja  opinia, ale opinia wielu tubylców, Belgów.

Jednakowoż póki co nie boję sie tu mieszkać z dziećmi. Nie boję się "obcych". Ba, ja uwielbiam się z nimi poznawać i zaprzyjźniać. Tylko w ten sposób dowiem się, jacy są na prawdę, bo na pewno nie dowiem się tego z mediów które mówią tylko to, na co im rząd (taki czy inny) pozwala. Nie dowiem się też tego od innych Polaków, którzy potrafią tylko na wszystko co belgijskie i "obce"  narzekać i wszystko krytykować, dla których każdy niepolak to zło. A zapytaj takiego, ilu Belgów zna osobiście? Ilu Marokanczyków, Portugalczyków, Kongijczyków...? Ani jednego, "bo Arab jest głupi, bo Belg to nierób...". Powiem szczerze, że czasem rzygać mi się chce, jak słyszę opinię "naszych", którzy latami powtarzają tylko to, co usłyszeli 30 lat temu od babci, sąsiada czy księdza w Polsce.

Wkurzam się, bo nie mogę pojąć, jak można żyć 5, 10, 15 lat pośród tych wszystkich ludzi z całego świata i trzymać się tylko i wyłącznie z innymi Polakami, narzekać na wszystko co belgijskie, arabskie, chińskie podczas gdy nawet jednego "obcego" dobrze się nie poznało. To już nawet nie jest śmieszne... To jest wkurzające, bo ci rodacy jadą potem do ojczyzny i opowiadają tam głupoty, a kolejni te głupoty tu przywożą albo karmią nimi wyjeżdżających, którzy potem wyjeżdżają pełni starchu przed złym Belgiem i Arabem mordercą i gwałcicielem. Jeżu Kolczasty!

Uwaga, jeżdżę też mimo wszystko do najniebezpieczniejszego, moim zdniem, miejsca, czyli do Brukseli. Ba, ja lubię zwiedzać to miasto. Ono jest piękne, fantastyczne, niesamowite i ma fascynującą historię. Nie muszę kochac wszystkich mieszkańców. Wolno mi nawet niektórych nienawidzić czy się ich bać, bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Nie zamierzam jednak nikogo prowokować ani pchać się, tam gdzie nie jestem mile widziana i gdzie mogę dostać po mordzie.

Belgia różni sie od Polski pod wieloma względami. Jednak najważniejsze to zrozumieć i pogodzić się z faktem, że w Belgii żyje się po belgijsku, a po polsku żyje sie w Polsce.

Ja widzę Belgię tak:

moja gmina






Bruksela - Ukkel

Mechelen nocą

Buggenhout nocą

Mechelen

Antwerpia

Tongeren

zamek Gasbeek

Bruksela
...ale gdybym była pospolitą Grażyną lubiącą straszyć swoich ziomków to sfotografowałabym tylko śmieci, bezdobnych, żebraków, ciemne i brudne ulice, płaczące dzieci i temu podobne obrazki, a potem pokazywałabym te zdjęcia wszystkim i opowiadała jaka ta Belgia jest straszna, brudna, przerażająca. Każdy widzi, co chce widzieć i słyszy co chce słyszeć... 

Świat jednak się zmienia na naszych oczach. Zmienia bardzo szybko i nikt tych zmian nie zatrzyma. Co więcej emigracje ludzi to tylko jeden z problemów. Ja osobiście bardziej matwiłabym się postępami w genetyce, technice i nauce, bo to może być dopiero niebezpieczne, gdy wymknie się spod kontroli... (o ile już się nie wymknęło) albo gdy ktoś niezbyt fajny nad tym kontrolę sprawował będzie...

10 maja 2019

Anioł i demony. Opowieść z duszy.

Mój Anioł i demony.

Coś siedzi na szafie i patrzy się na nią ponuro w ciemności.
To oswojony demon. On nic nie robi, tylko siedzi i patrzy.
W głowie tkwi  nóż. Krew spływa po jego twarzy.
Jest tutaj każdej bezsennej nocy.
Nic nie robi.
Siedzi i patrzy.
Anioł się nie boi, gdy leży w łóżku w te wszystkie bezsenne noce.
To oswojony demon. Ten drugi, co stoi w kącie też nic nie robi.
Stoi i patrzy na nieśpiącego Anioła.

Tych demonów mały  Anioł się nie boi, ale nie chce ich co noc oglądać.
chce spać. Normalnie spać, jak każdy inny w tym wieku.

Anioł boi się jednak wielu innych demonów.
Bardzo się boi.
Umiera ze strachu.
Hałas, Szmer, Szelest, Wrzask, Dźwięk, Kakofonia.
Demony, które ranią uszy. Demony, od których pęka głowa i flaki się skręcaja.

Zapach, Aromat, Smród, Fetor.
Demony, które powodują  mdłości i zawroty głowy.

Stres, Strach, Przerażenie
Przyśpiesza tętno, pocą się dłonie, znowu zawroty głowy i mdłości.

Demony otaczają ze wszystkich stron.
Mały Anioł się boi.
Mały Anioł chce do domu.
Mały Anioł pragnie ciszy, spokoju, azylu.

Mały Anioł płacze.
Chce uciec, schować się, zapaść pod ziemię, zniknąć, przestać istnieć.

Całe ciało boli, piecze, wibruje, trząsie się.
Łzy płyną po cichu.
Z każdą minutą jest gorzej, gorzej, gorzej, gorzej...
Dusza rozpada się na drobniutkie kawałeczki.

Nie można uciec.

Mały Anioł chce krzyczeć, wrzeszczeć, niszczyć i demolować.
Chce zakrzyczeć, zniszczyć, zabić demony.
Nie wolno.
W szkole trzeba być cicho.

Szkoła jest pełna złych demonów.
Demony kryją się w każdym kącie
w krzykach kolegów,
w  śmiechu koleżanek,
w perfumach nauczycieli,
w  zapachach ze stołówki.

Mały Anioł wraca do domu.
Ciągnie za sobą połamane skrzydła i poranioną duszę.
Płacze.
Kładzie się do łóżka i zasypia poranionym snem.
Budzi się w nocy i widzi swoje oswojone demony.
Tego na szafie i tego w kącie.
Nic nie robią. Tylko siedzą i patrzą.
One patrzą na nią.
Ona patrzy na nich.
W domu jest bezpiecznie.

Rano trzeba znowu pójść do szkoły walczyć z demonami.
Czy ta walka kiedyś się skończy?
Czy Mój mały Anioł wygra?
Czy przeżyje?
Czy wyjdzie z tej walki bez szwanku?




3 maja 2019

Zapomniany chrześciajńsko-żydowski cmentarz Dieweg. Tajemnice Brukseli.

Bruksela skrywa wiele tajemnic i fantastycznych miejsc, których próżno szukać w przewodnikach. Zaletą takich miejsc jest, że nia ma tam tłumów.

Jednym z takich miejsc jest cmentarz Dieweg w dzielnicy Ukkel. Nie każdy jest - jak ja - fascynatem umarlaków i cmentarzy, ale myślę, że mimo wszystko ten akurat może wielu zaintersować. 

DIEWEG. 

Dla mnie bomba. Niesamowite wrażenie. Młodym też się podobało. Z tym, że Młody nastawiony był na spotkanie zombiaka. Każdy rozwalony grób oglądał dokładnie i zaglądał przez szpary, zastanawiając się czy umarlak wyszedł i gdzie jest. Zeszedł też podekscytowany do podziemi jednego z grobowców zobaczyć, czy tam nie ma zombiaków.... No ale cóż, ważne że mu się podobało.

Cmentarz jest od 1997 roku obiektem chronionym jako monument i krajobraz. Zastanawiam się jednak, czy to znaczy, że wszystkie groby muszą być pochłonięte przez roślinność...? Ma to oczywiście swój urok, wielki urok...


Historia cmentarza Dieweg.


Podobnie jak wiele innych cmentarzy w Brukseli, powstał on podczas epidemii cholery w 1866 roku. Ze względu na szybki wzrost populacji i zamknięcie 2 innych cmentarzy (Sint Job w 1871 oraz Sint-Pieterskerk w 1874) cmentarz szybko się rozrósł. Niektórzy powiadają też, że przyczyną zamykania niektórych cmentarzy była obawa przed epidemiami. 

W 1877 zamknięto cmentarz żydowski w Sint-Gillis, bo nie było już tam zupełnie miejsca na nowe groby i dało się cmentarza poszerzyć. Tego samego roku pochowano pierwszego Żyda na Dieweg. I tak cmentarz ten stał się cmentarzem katolicko-żydowskim. Znajdzie się tam ponoć groby ludzi z 15 różnych krajów. Groby żydowskie położone są z tyłu cmentarza i zajmują jakąś 1/3 powierzchni. Podobno nawet ludzie w tych czasach trochę się burzyli, że Żydów się faworyzuje, szczególnie, że ówczesny liberalny burmistrz Hubert de Fre oraz tamtejszy Rabin  należeli obaj do Loży Wolnomularskiej. Jednak dla gminy był to też dobry biznes, bowiem ludzie spoza Ukkel płacili drugie tyle za cmentarz, a Żydzi właśnie zwykle byli spoza.

Mimo kilkukrotnego poszerzania terenu cmentarza w końcu i tak zabrakło na nim miejsca na nowe groby i w 1945 oficjalnie został zamknięty. Jednak mieszkańcy Ukkle mogli tam jeszcze do 1958 być grzebani. W tym roku liczba pochowanych osiągnęła 38. 510. Potem było jednak kilka wyjątków. W istniejących grobach rodzinnych ciągle mogli (i mogą do dziś) być chowani nowi zmarli. I dziś na grobach widzimy daty po 2000r. Były też dwa specjalne wyjątki.

W 1983 pochowano tam rysownika komiksów Herge. A w 1996r. Philippe'a Hirschhorna  na specjalne życzenie królowej Fabioli.
Philippe Hirschhorn (1946-1996). Urodzony w Rydze. Laureat międzynarodowego konkursu "Queen Elizabeth"w 1967r. Grał z Berliner Philharmoniker oraz London Symphony Orchestra. 
Philippe Hirschorn

Na cmenatrzu pochowano wiele innych ważnych dla Belgii i znanych osób. Bankierzy, burmistrze, lekarze, pielęgniarki, architekci, artyści i wielu innych.

Na prawo od głównego wejścia znajduje się wybudowane w neoromańskim stylu mauzoleum Allardów - szlacheckiej rodziny złotników, bankierów itp. Victor Allard (1840-1912) był na przykład w 1884 senatorem katolickiej partii, dyrektorem Narodowego Banku w 1891 i burmistrzem Ukkle od 1896 do 1900. Pod prywatną kaplicą rodziny znajduje się krypta z 78 miejscami, z czego 30 jest zajętych. Przynajmniej tak wynika ze źródeł. Nie można tam wchodzić.


Doktor Hubert Clerx. Lekarz, którzy był znany z tego, że z wielkim poświęceniem opiekował się biednymi chorymi. Był tak popularny, że nawet jedną z ulic na Ukkle nazwano jego imieniem.

Rodzina Lambertów. Żydowska rodzina bankierów (XIX i XX). Niejaki Leon Lambert ohajtał się z baronową z rodziny Rothshildów. Bank Lambert powiązany z Bankiem Rothschildów stał się bankiem osobistych interesów Króla Leopolda II. Lambert jako zaufany króla pomagał mu finansować jego urbanistyczne i kolonialne projekty.

Grobowiec rodziny Lambertów

Dieweg to istna galeria belgijskiej sztuki cmentarnej od końca XIX wieku do Drugiej Wojny Światowej. Na przełomie wieków sztuka cmentarna odzwierciedlała kierunki panujące w kulturze i sztuce powrzechnej, potem zaczęły się pojawiać motywy romantyczne.
Znajdujemy tu najróżniejsze groby i grobowce ozdobione najdziwniejszymi motywami i symbolami.
Widać duży wpływ stylów antycznego, neogotyckiego, czy neoklasycznego. Co więcej, niektóre groby są mieszaniną kilku różnych stylów.

Fotografie. (jakość jak z iphone6)


Młody szukający umarlaków ;-)

wiele grobów wygląda tak jak ten

porcelanowe ozdoby są wciąż piękne
Złączone dłonie. Symbol miłości, lojalności. Na grobie (lub dwóch połączonych w ten sposób grobach) oznacza, że miłość trwa nawet po śmierci.

Kwiatek jest symbolem duszy. Tak jak kwiat otwiera się do słonca, tak dusza ludzka ma się otworzyć przed Bogiem.
A żaba...? Trudno orzec, bo raczej nie o plagi egipskie tu chodzi...





Mak, a zwłaszcza makówka, symbolizuje (w związku z opimum, które zawiera) sen, zapomnienie, zniknięcie ludzkich trosk po śmierci.
symol maku 


róża, symbol wiecznej miłości

a obok spokojnie mieszkają sobie ludzie



porcelanowe poduszki





Bluszcz (czy inne rośliny, które rosną nadal pomimo przycinania) jest symbolem wiecznego życia.













Bluszcz (czy inne rośliny, które rosną nadal pomimo przycinania) jest symbolem wiecznego życia.


















groby dzieci zawsze wzruszają






























Książka symbolizuje Biblię, księgę życia.

monument Jaquemyns-Dewever





Kapliczka rodziny Fumiere 





Sowa, symbol nocy, mądrości  i śmierci.








































groby dzieci

groby dzieci...















złamana kolumna symbolizje przedwcześnie zakończone życie




Adres

Adres cmentarza: Dieweg 95, 1180 Ukkel (Bruksela)
Otwarty codziennie:  8.30 - 16,00


Źródła:
Brigitte Vermaelen: Het Kerkhof aan de Dieweg. Brussel: Solibel, 1993
Internet