Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty

28 października 2019

Śmiertelnie poważnie o tym jak zaplanować swój pogrzeb

Jesień to czas wspominania zmarłych i reflekcji nad śmiecią.  

cmentarz Dieweg w Brukseli
W internetach pewnie już zaczęły się te coroczne bezsensowne kłótnie na temat wyższości poszczególnych świąt zmarłych z różnych epok i regionów świata... Ja jednak dziś nie o tym. Dziś postanowiłam pomyśleć o śmierci własnej i o tym wszystkim, co mogę z nią zrobić. 

Ludzie jakoś tak mają, że nie chcą za bardzo gadać ani myśleć o swojej śmierci. To jest dziwne, bo przecież to jest jedna z tych rzeczy, która w 100% bez wyjatków dotyka każdego. Co więcej nikt, ale to NIKT nie wie, kiedy ta chwila nadejdzie, a nadejść może o dowolnej porze dnia i nocy zupełnie nieoczekiwanie bez zapowiedzi.

Cmentarz Dieweg

Co by było, gdybym nagle zmarła? I nie mówcie mi, że jeszcze powinnam spać spokojnie, bo wystarczy posłuchać wiadomości, popatrzeć na statystyki.... O, teraz w Polsce przy okazji Święta Zmarłych to będzie można dobrze zaobserwować. Jestem pewna, że zginie jak zwykle wiele osób w wypadkach drogowych. Wiele osób umrze nagle i na pewno żadne z nich nie myśli teraz, że za rok to na jego grobie zapłonie świeczka... Tu jak i w pozostałej części świata też jest sporo wypadków śmiertelnych na drodze, w pracy, czy choćby  w domu. Ludzie zapadają też każdego dnia na różne śmiertelne choroby. Nie można się  zatem głupio upierać, że mnie to nie dotyczy, bo śmierć akurat dotyczy każdego.

Jakbym tak jutro miała wyciągnąć kopyta, to chciałabym mieć pewne rzeczy zaplanowane, bo ja nie lubię się zdawać na decyzję innych w moich osobistych sprawach. Nie wiem jak wy, ale mnie NIE jest wszystko jedno, co ze mną zrobią po śmierci. Nie chcę za jasną cholerę, by moje zwłoki zostały pochowane w całości i by żarły je robale. O FU! Szanująca się wiedźma powinna zostać spalona, a prochy powinny spocząć w jakimś ładnym miejscu, ale nie w wodzie brrr i najlepiej nie w urnie, bo nie lubię ciasnych pomieszczeń... No ale dobra, do rzeczy.

Belgia daje wiele możliwości i sposobów na rozporządzenie za życia swoją śmiercią.

Sfinansowanie pogrzebu

Zacznijmy od spraw finansowych, czyli od tego, na co mnie na dzień dzisiejszy na pewno nie stać, bo jak piszą w internecie, przeciętny pogrzeb średnio kosztuje od 3 do 6 tysięcy euro, z tym że jak wynika z badań w Walonii jest zawsze kilkaset euro taniej niż we Flandrii.

Co mogę  teoretycznie zrobić w tej sprawie? Mogę wykupić sobie ubezpieczenie pogrzebowe, na które będę płacić np 10 czy 20 lat w ratach miesięcznych, trzymiesięcznych czy rocznych. Nie zorientowałam się jeszcze w kwotach, ale być może warto to rozważyć, by nie stawiać najbliższych swoją śmiercią w kłopotliwej sytuacji. Mogę też w banku założyć specjalny rachunek pogrzebowy i tam se odkładać na tę ostatnią chwilę.

Dobrze wiedzieć, że jak zmarły nie ma rodziny lub tej rodziny nie stać na zorganizowanie pochówku, to państwo pokryje podstawowe rzeczy formalne... no bo w sumie jakie mają wyjście... umarlaka nie mozna wyrzucić na śmietnik przecież.

Kwestia ostatniej woli. 


Tutaj możliwości są różne. Nas ten przykład u nas w Urzędzie Gminy można kazać zapisać, co się ma stać z naszym ciałem po śmierci. W swojej ostatniej woli możesz podać:
- czy wybierasz pogrzeb tradycyjny czy kremację 
- wedle jakiej filozofii/religii ma się odbyć ewentualna ceremonia pogrzebowa
- w jakiej gminie (na terenie Flandrii) mają spocząć prochy
- czy masz kontrakt pogrzebowy (kontrakt pomiędzy osobą prywatną a notariuszem, zakładem pogrzebowym, ubezpieczycielem...)

Kremacja i pogrzeb tradycyjny.


Kremacja to szeroki temat. Nie długo pewnie będzie można wybierać pomiędzy spalaniem a kremacją wodną. Ta pierwsza odbywa się w specjalnym piecu w temperturze 700-1200 stopni Celsjusza, druga w roztworze wodorotlenku potasu podgrzewanego do 180 stopni ale w wysokim ciśnieniu, żeby się truposz nie gotował. W obydwu przypadkach ze zwłok pozostają tylko kości (i ewentualne metalowe protezy), które się potem mieli na proch (no, bez metali naturalnie). 

rozsypywanie prochów https://uitvaartvlaanderen.be/
Urnę z prochami można pochować normalnie na cmentarzu w grobie, grobowcu czy columbarium (mur z urnami). Można rozsypać nad belgijskim morzem albo na specjalnych łąkach przy cmentarzach. Można też rozsypać prochy w innych miejscach, ale tylko jeśli zmarły wyraził za życia taką wolę!

Od pewnego czasu każda gmina może wedle własnego widzimisię wyznaczyć u siebie takie miejsca, bo byle gdzie w przestrzeni publicznej czyichś prochów się LEGALNIE nie rozsypuje (nielegalnie i owszem).
W Antwerpii ponoć można rozsypywać prochy gdzieś wzdłuż Skaldy. W okolicach Dendermonde też nad tym dumają, ale nie mogą się zdecydować, gdzie...

Można też przechowywać urny w innych miejscach niż cmentarz, na przykład w domu. Można nawet zlecić wykonanie biżuterii zawierającej prochy zmarłego, by móc zawsze je nosić przy sobie... Dzielenie prochów czy wykonywanie bizuterii spotyka się we Flandrii o wiele częściej niż  w Walonii, gdzie dopiero nie dawno coś takiego stało się możliwe.

No ale dobra, bez przesadyzmu... nie wiem, czy bym chciała by moi bliscy nosili przy sobie moje prochy... A co, jakby zgubili...? "Nie uwierzysz co się stało! Zgubiłam mamusię!" Buachacha!

Można też pochować urnę w specjalnym lesie pogrzebowym pod warunkiem, że jest ona biodegradowalna (trudny wyraz). Bardzo często te urny mają w sobie nasionko drzewa, które z czasem ma się stać naturalnym pomnikiem (zakładając, że wyrośnie). Ta opcja nawet mi się podoba. Tylko, czy jak drzewo by zeżarło moje prochy to czy ono było by normalne? 

W kwestii zwykłego pochówku zaciekawil mnie inny ekologiczny pomysł praktykowany  już w niektórych krajach (w Belgii w rozważaniach), czyli tzw kompostowanie zwłok... Zwłoki owija się jakimś łatwo degradowalnym materiałem oraz kompostem (drewno, liście) i przysypuje ziemią. natura szybko robi swoje. Nie powiem jednak, żebym chciała być skompostowana. 

W Waloni zaś od kwietnia tego roku są dostępne trumny tekturowe i wiklinowe, które umożliwiają szybsze rozkładanie się zwłok. 

Inne ciekawostki.


W Belgii jest tendencja do zamieniania cmentarzy w parki, czy jak kto woli parko-cmentarze. Dużo drzew, ławek i takie tam. Nie ukrywam, że to bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Cmentarz jest o wiele przytulniejszy.

W kwestii pochówku trzeba tutaj wykupić koncesję na maksymalnie 50 lat. Bez wykupienia koncesji grób po 10 latach jest sprzątany i chowa się tam kogoś innego. Jedna znajoma babcia wpomniała kiedyś o tym, że od śmierci jej małżonka minęło ponad 11 lat i ona już nawet na jego grób nie może pójść, bo już go nie ma. Przykre to.

foto z internetu
Kolejna ciekawostka nie znana mi z PL to listy (kartki) pogrzebowe, które rozdaje się lub wysyła wszystkim bliskim znajomym zmarłego - sąsiadom, kolegom z pracy, rodzinie itd. Kartki te wyglądają podobnie jak inne kartki okolicznościowe (urodzinowe, ślubne itd), zwykle są składane i na pierwszej stronie częstokroć widnieje zdjęcie zmarłego albo zwyczajnie kwiat, zwierzę czy jakiś inny motyw. W środku znajdziemy zwykle jakiś cytat oraz informację, że w dniu tym i tym odszedł ten i ten oraz mnóstwo innych informacji. Są informacje o członkach rodziny (dzieci, partner, rodzice), adres zamieszkiwania, informacje na temat domu pogrzebowego, ceremonii, ostatniego pożegnania, stypy. Często podaje się też czy można przynieść kwiaty, wiązanki (bo tu nie jest to bynajmniej oczywiste - często wręcz zakazane). Z tym że listy pogrzebowe popularne są we Flandrii, a już w Walonii częściej ludzie wybierają ogłoszenie w gazecie.
Inny rodzaj kartek pogrzebowych to kartki z kondolencjami, które tutaj też są dosyć popularne.


Czy ze swoją śmiercią można zrobić coś dobrego? 


Ano można zrobić dwie ważne rzeczy. Można zostać dawcą organów albo przeznaczyć swoje zwłoki do badań naukowych.

W tej pierwszej kwestii w sumie nic nie trzeba robić, bo wedle belgijskiego prawa każdy, kto przebywa w Belgii oficjalnie i jest zapisany w rejestrach co najmniej 6 miesięcy, jest wpisany jako potencjalny dawca organów. Jednak żeby rodzina nie miała w tej kwestii nic do gadania, lepiej potwierdzić to za życia albo wprost przeciwnie - kazać zanotować w urzędzie, że nie wyraża się zgody.

Żeby przeznaczyć swoje zwłoki do badań, trzeba się skontakotwać z wybranym przez siebie uniwersytetem belgijskim i za pomocą specjalnego formularza zgłosić swoją ostatnią wolę, która zostanie zapisana w urzędzie.

Eutanazja.


W temacie śmierci nie można zapomnieć o tym, że w Belgii istnieje możliwość eutanazji i tutaj też już dziś możemy sobie zapisać formalnie nasze życzenie. Wypełniając specjalny formularz w obecności dwóch świadków, którzy nie mają korzysci z naszej śmierci, możemy sobie zastrzec eutanazję (lub jej zabronić) w sytuacji gdybyśmy się znaleźli nagle w jakiejś sytuacji, gdy nie będziemy mogli samodzielnie o tym decydować (wszak rodzina nie zawsze wie, czego sobie ktoś życzy), a okoliczności będą z katagorii beznadziejne.


Święto Zmarłych.


Na koniec w kwestii śmierci dodam jeszcze tylko (bo wiem że niektórzy mają co do tego poważne wątpliwości), że tutaj tak samo jak w Polsce pierwszego listopada obchodzi się Wszystkich Świętych, czy - jak kto woli - święto zmarłych.  Tutaj jest to też dzień wolny od pracy (w tym czasie wypadają też tygodniowe ferie jesienne - nawiasem mówiąc). Tutaj także - tylko nie tak masowo i obowiązkowo jak w Polsce - ludzie odwiedzają w tym dniu groby swoich bliskich, by złożyć na nich kwiaty, czy wieńce albo inne dekoracje i w skupieniu wspomnieć najbliższych.. Nie jest natomiast popularne zapalanie zniczy. Belgijscy katolicy za to często zapalają specjalne świece w domach w różnych intencjach - zarówno dla ludzi żyjących jak i zmarłych. W rocznice śmierci bliskich zaś - tak samo jak w PL - proszą to msze wspominkowe w kościołach. 



29 października 2016

Halloween, czy Wszystkich Świętych, które święto zmarłych lepsze?

nasza upiorna laleczka z piłki i starych szmat :-)
Halloween! Co to się ludzie w Polsce opsioczą na to - jak twierdzą - "amerykańskie święto" co roku, to głowa mała. A ono takie samo amerykańskie jak i święty Mikołaj czy choinka. Koloniści pojechali do Ameryki, naopowiadali im o naszych europejskich tradycjach i zwyczajach, i tamtym się spodobało. Zaczęli małpować, dostosowywać do własnych potrzeb i warunków, dodawać swoje elementy, a potem z kolei ktoś inny tam pojechał i zobaczył, że te ichnie wersje też fajne i postanowił u nas tak robić...

Ludzie dziś są bardzo mobilni, jest telewizja, Internet, czasopisma, dzięki czemu ludzie z całego świata mogą wymieniać się pomysłami, co kiedyś było nie do pomyślenia. Dlatego tradycje i święta się ujednolicają, zmieniają i mieszają.

Przyjrzyjcie się swojej choince, jak ubieracie ją na święta? Ale prrr! Zacznijmy od wyjaśnienia sobie, że choinka nie jest bynajmniej katolickim symbolem, jak dziś wielu uważa. Przez wiele lat była fanaberią bogaczy i była ostro krytykowana przez kościół, choć dziś przy każdym ołtarzu ze 3 stoi, bo czasy się zmieniają. A w ogóle to dokładnie nikt nie wie, kiedy się to szaleństwo choinkowe zaczęło. Drzewa jako takie już w starożytności były uważane za siedlisko różnych duchów, bogów i temu podobnych. Przystrajanie gałęzi lub całych drzew czy innych chabazi występuje chyba w większości religii całego świata we wszystkich etapach historycznych. Jednak na "katolickiej" choince z pierwa wieszano owoce i ozdoby ze słomy, papieru. Jeszcze za moich dziecięcych czasów sami robiliśmy ozdoby na choinkę - z papieru, z ciasta, wieszaliśmy jabłka i cukierki oraz szklane bombki. A dziś? Choinki ubrane na czarno? Choinki ubrane w kokardy w czerwoną kratkę? Plastikowe choinki w kolorze białym, czarnym, niebieskim i sraczkoburaczkowym..Choinki! Dziś to już częstokroć pogięta wierzba postawiona w kryształowym wazonie za milion złotych czy euro udaje choinkę, czyli - powiedzmy sobie szczerze - nie ma nic wspólnego z "prawdziwą" choinką, ale jaka jest ta prawdziwa? Ano pewnie taka, jaka chcemy żeby była, która pasuje do naszego domu, możliwości i fantazji, bo to do cholery każdego sprawa indywidualna, jakie drzewko se na święta przystroi, czy w ogóle będzie miał drzewko i czy w ogóle obchodzi święta. 

Tak samo jest z Halloween i każdym innym świętem czy uroczystością. Tyle, że ludziom nie dogodzi, ludziom zawsze coś przeszkadza. 

W każdym bądź razie Halloween nie wolno obchodzić 31 października w Polsce, bo na drugi dzień jest Wszystkich Świętych! To jak Młoda ma urodziny w Wigilię to też nie powinna ich obchodzić, bo nazajutrz będzie Boże Narodzenie? Strzelcie se ludzie baranka (rozpędzić się i przywalić łbem w ścianę), a może zaczniecie się zajmować bardziej swoim życiem, niż cudzym. Co kogo interesuje, w jaki sposób sąsiad spędza czas i co świętuje? Katolicki pleban łazi na przeziory i za "cołaską" po domach, kolędnicy chodzą na żebry, Świadkowie Jehowy chcą przekonać do zmiany poglądów to i inni przebierańcy też mogą łazić. Żadnego z nich nie musicie wpuszczać do swojego domu, ani żadnemu niczego dawać, ani z żadnym się identyfikować, bo wam wolno, tak jak im wolno łazić i się przebierać i gadać. Każdemu wolno świętować co chce i z kim chce. Wy nie musicie w tym brać udziału, nikt was nie zmusza przecież. Czy zmusza...? 

No i jak ktoś jednego dnia przebierze się za wampira i przetańczy całą noc z innymi upiorami, a na drugi dzień pójdzie na cmentarz zapalić świeczkę na grobie najbliższych czy całkiem obcych to co? Przecież nawet jak ktoś wierzy w innego niż wy Boga, nawet jak jest ateistą i nie wierzy w życie pozagrobowe, to ma chyba do cholery prawo uczcić pamięć zmarłych, o których myśli. Gdzie jest napisane, że na cmentarz nie wolno wchodzić niekatolikom? Czy może do zniczy w Polsce dołącza się ulotkę, w której się zaznacza, kto nie może z nich korzystać? Myślę oczywiście o dorosłych ludziach, którzy potrafią obchodzić się z zapałkami i mogą sami decydować według jakich zasad żyć chcą i w co wierzyć albo nie wierzyć.

Są jeszcze tacy, co krytykują Halloween za wypieranie polskich tradycji i z tymi była bym się w stanie nawet zgodzić, tylko że ludziom adresaci się pomylili. Rodacy uważają (tak wynikało by z tego co czytam, widzę i słyszę), że to Amerykanie są temu winni. A nie zapomnieli wy przypadkiem kto w Polsce zakazuje świętować andrzejki czy katarzynki jako pogański zabobon?! (tak jakby palenie ognia na grobach takowym nie było). Idźcie do waszego proboszcza i się go zapytajcie, co o tym sądzi, to może wam się przypomni. I jak se będziecie wróżyć albo czytać horoskop w gazecie, to nie zapomnijcie się z tego wyspowiadać ;-P 
Polacy (Słowianie) mieli też swoje święto miłości,  czyli święto kupały, ale bozia się gwiewała, więc wkręcono w nie Świętego Jana, ale i tak umarło z czasem,  no to trzabyło znaleźć zamiennik i teraz mamy walentynki. I co w tym złego? Ano nic. Może szkoda trochę starych tradycji, ale nic nie trwa wiecznie, a życie to wieczne zmiany.

A tak w ogóle to co zrobiliście w celu uratowania przed zaginięciem "naszych" tradycji poza gadaniem że takie są i że Halloween je niszczy? Ja przez kilka lat próbowałam przybliżyć te tradycje dzieciom (nie swoim - obcym), opowiadałam, czytałam im o nich, organizowaliśmy wieczory wróżb, przedstawienia... Dopóki nie zaczęli mi tego zabraniać w imieniu kościoła buahahaha. A wy pieprzycie, że to wina Amerykanów... (gwoli ścisłości, bo pewnie i tak nie poczytacie - halloween jest świętem celtyckim, czyli europejskim)

Od kilkunastu lat w koło to samo do porzygania! Znowu te debilne memy "w Polsce obchodzimy wszystkich świętych a nie halloween". A co ma piernik do wiatraka?! To dwa różne dni, dwa różne święta! To tak jakby krzyczeć świętujmy Wielkanoc zamiast Bożego Narodzenia albo Dzień Babci zamiast Dnia Nauczyciela. Sens taki sam. Niestosowne jest malowanie pisanek na Boże Narodzenie czy czekanie na mikołaja w wielkanoc tak samo jak stawianie dyń na grobach zamiast zniczy, ale poza tym jedno obok drugiego spokojnie może istnieć. Tak uważam ja WIEDŹMA! Jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu stopy śmierdzą. 

A skoro wam się tak strasznie nudzi, to idźcie do najbliższej biblioteki, księgarni lub chociażby w sieci poszukajcie rzetelnych informacji na temat tych wszystkich świąt, ich genezy, zwyczajów w różnych krajach, a może przynajmniej zrozumiecie przeciwko czemu protestujecie. Podawanie bowiem w obieg niesprawdzonych informacji może poczynić wiele szkody zarówno innym jak i wam samym.

W Belgii ludziom w każdym bądź razie nie przeszkadza obchodzić tych dwóch świąt na raz. Niektórzy ustawiają koło domu lub w oknach halloweenowe dekoracje jednocześnie przygotowując wieńce na groby swoich najbliższych. Tutaj nie ma zwyczaju palenia zniczy na grobach. (znicze to są na okazję ślubów czy innych imprez zapalane) Nie dawno pokazywałam znajomym zdjęcia polskich cmentarzy nocą po 1 listopada. Bardzo im się spodobał ten zwyczaj. Tutaj tego nie ma i mówili, że taki oświetlony cmentarz musi robić wrażenie i na pewno ma specjalną atmosferę. Taki oświetlony zniczami cmentarz nocą faktycznie robi wrażenie, jakby przez te światła zyskiwał jakąś moc. W nocy jest cisza i można wtedy w spokoju porozmawiać ze zmarłymi, czy raczej ze sobą (nie wiem, co gorzej brzmi, ale spokojnie - ja już jestem pod opieką psychiatry ;-) ).

Zaczęłam pisać ten post z chęcią opowiedzenia wam o naszym wieczorze halloweenowym, ale wcześniej byłam na fejsie i znowu w oczy poraziły mnie wyżej wspomniane memy, no to powiedziałam co myślę. Taki przydługawy wstęp powstał więc niechcący.

Nie mieszkam w Polsce, więc nie muszę się zastanawiać, czy świętować Andrzejki czy Halloween, bo tego pierwszego nikt tu nie zna. Nie chodzi się tu też po domach, ale w szkole dzieci się przebierają na Halloween i to jest przesympatyczny zwyczaj. Opowiadałam w zeszłym roku (czy 2 lata temu), że była w taki dzień w szkole podczas lekcji. Poczułam się wówczas jak w samym Hogwarcie i zaczęłam wypatrywać Harrego i Hermiony. Każdy przechodzi przebrany, dziewczyny noszą miotły, chłopaki czasem jakieś widły czy miecze. I tak cały dzień w przebraniach  się uczą. Nie ma jakiegoś balu, czy dyskoteki jak w Polsce na andrzejki bywało. Czasem jest konkurs na najlepsze przebranie na przerwie, ale poza tym są normalne zajęcia. 

W restauracjach, parkach rozrywki i temu podobnych przybytkach organizowane są zabawy halloweenowe dla dorosłych z przebraniami obowiązkowymi. Sklepy udekorowane są strasznymi dekoracjami. Ot cała fizjologia... czy tam filozofia. Wnerwiające jest co innego. Halloween jest po jutrze, a ja w minionym tygodniu chciałam kupić pajęczynę na nasz wieczór halloweenowy, bo dziewczyny stwierdziły, że jest mało strasznie i wiecie co? Nie ma! A dlaczego nie ma? Bo kurde wszędzie są już artykuły świąteczne: bombki, choinki, renifery, światełka, choinki, łańcuchy i cała reszta. W jednym sklepie to już miesiąc temu wyłożyli te gadżety na Boże Narodzenie. Chcąc kupić coś na Halloween to chyba koło Wielkanocy by się trzeba zacząć  rozglądać, a najpóźniej w wakacje.

Niech się wypchają, zrobiłyśmy se same pajęczyny ze sznurka i ze starych moskitier.

stare moskitiery jako pajęczyna dekoracyjna pokoju Młodych

Zrobiłyśmy też lampiony ze słoików. Pomalowaliśmy je farbą akrylową z dodatkiem kleju. Nawet Młody zrobił jeden lampion samodzielnie.

artyści przy pracy
gotowe lampiony


Młode upiekły ponadto "zgniłe ciastka" marchewkowe z dodatkiem czarnego barwnika, zielone paluchy wiedźmy z drożdżowego ciasta, kości bezowe i na koniec miotły z paluszków, szczypiorku, wędliny i sera. Jednak najlepsze jak zwykle okazały się zwykłe chipsy i cola :-) No nie, bezy jeszcze cieszą się zawsze powodzeniem na każdej imprezie i te też zniknęły w kilka sekund.

Błąd zrobiłam z paluchami. Korzystałam bowiem z przepisu na paluchy drożdżowe, ale jakoś tak bezmyślnie, bo się śpieszyłam. Lepszym pomysłem na paluchy dla dzieci było by dodanie cukru do ciasta i polanie ich sosem truskawkowym. Zwykłe ciasto drożdżowe i ketchup to był nie najlepszy pomysł, choć mi smakowały. Mój błąd!

Dobrym prostym pomysłem jest też zrobienie duchów z bananów i dyni z mandarynek, ale marker nie lubi pisać po owocach...


paluchy wiedźmy - ciasto drożdżowe 


Młoda przygotowała prezentację w Movie makerze o strachach dzieciństwa, na której znalazły się (kolejność przypadkowa):

- Buka z Muminków i Hatifnatowie
- odkurzacz Teletubisiów
- clown
- lekarz i dentysta
- strzykawka
- potwór pod łóżkiem
- ciemność
- zamek błyskawiczny (no co, nie mówicie, że wy nie mamrotaliście w myślach "tylko nie przytnij mi brody, tylko nie przytnij mi brody" gdy dorośli zasuwali wam kurtkę...?)
- otwarta szafa w nocy
- odpływ w wannie (który może wciągnąć)

A wy czego się baliście, jak byliście mali?


Jedną z atrakcji naszej imprezy był spacer po lesie w ciemności. My mamy 500m do lasu i poszliśmy koło 20tej, a ciemno było okropnie. Młody też poszedł z nami, bo nigdy nie był jeszcze w lesie nocą. Dziewczyny straszyły się wzajemnie i było trochę pisków i uciekania. Każda szła uzbrojona w świecącą bransoletkę, ja i młoda miałyśmy latarki a jedna dziewczyna buty ze światłami (takie z włącznikiem i ustawieniami kolorów - ostatnio modne).Nie wiem tylko, co pomyśleli sobie kierowcy mijający naszą wycieczkę w drodze do lasu (bo do lasu wjeżdżać nie można) - te światełka, czapki czarownic na głowach i Młoda na przedzie w tym swoim upiornym makijażu. Mam nadzieję, że nie narobili w spodnie... Oto i moja pociecha. Urocza, prawda :-) Sztuczną krew robiła z ... kakao? Pomysł z internetu. 
Młoda i jej własnoręcznie wykonane przebranie :-)