Mamy upalne i burzowe lato. Termometry pokazują ponad 30 stopni, a że do tego wilgotność powietrza jest wysoka, to czuję się poza domem jak w tropikalnej szklarni. W domu na parterze nawet jeszcze dosyć chłodno - około 25 stopni - się utrzymuje. Na poddaszu to już piekarnik, ale Córka włącza czasem klimatyzator. Tyle, że niestety nie ma w nim pompki, by wypompować wodę za okno, a na drugim ani nawet na pierwszym piętrze nie ma kanalizacji ani żadnego innego odpływu, by puścić wężyk do kanalizacji, więc skroploną wodę musi wynosić we wiaderkach na parter do łazienki. Popatrzyłam na ceny pompek i najtańsze to wydatek bagatela 100€. Kurde ta maszyna kosztowała ponad 4 stówy, a to już kupa kasy, więc póki co trzeba wynosić wiaderka... ale to i tak dobra inwestycja i bardzo przydatn urządzenie w takich okolicznościach.
Na zewnątrz skwar i duchota. Ja zawsze uwielbiałam upały, ale teraz coś nie za bardzo mi odpowiadają. Nadal lubię słońce i ciepełko, ale szybko zaczynam się zwyczajnie źle czuć: ból i zawroty glowy, serce mi się męczy (takie przynajmiej mam uczucie), bolą mnie nogi, gdy chodzę i ręce robią się ciężkie. Siedzę zatem dużo w domu. Któregoś dnia wybrałam się jednak z Najstarszą do Mechelen, by obejrzeć ogród różany w parku Vrijbroekpark. O panie, co za zapach tam się unosi! A i te wszystkie róże jakie one są piękne... Najstarsza marzyła głośno, że gdybyśmy kiedyś mieli wielki ogród, to chciała by hodować róże. Ja zgadzam się z tym pomysłem. Fajnie by było mieć własny ogród różany koło domu.
Na koncu postu znajdziecie więcej fotek i krótkie wideo z parku. Polubienia i subskrybcje mile widziane ;-)
Po wywąchaniu wszystkich róż wdepnęłyśmy do jadłodajni znajdującej się na terenie parku, gdzie ja zamówiłam sałatkę z fenkułem a córka nacho's, a po jedzeniu wsiadłyśmy ponownie na wypozyczone niebieskie rowery i popedałowałyśmy do centrum. Tam uśmiałyśmy się ze zmyślnej dekoracji rozwieszonej nad ulicą...
Potem sobie oczywiście wyguglowałam, by się dowiedzieć, o co kaman i się okazuje, że to pranie rozwieszono z okazji premiery i reklamy nowej serii videopodcastów o równych szansach, prawach osób LGBTQIA "Het Wassalon". Ta dekoracja ma zwracać uwagę na to, byśmy nie ocenianiali innych ludzi po metkach, etykietkach. Goście prowadzących przynosili elementy garderoby, które miały dla nich znaczenie, co było przyczynkiem do dyskusji na temat tożsamości, uprzedzeniach, nierównościach...
Następnie poszłyśmy na kawę do ulubionej kawiarni, a potem do sklepu z produktami z Europy Wschodniej, gdzie kupiłyśmy gruziński ser na kimkali. To była krótka, ale bardzo przyjemna i wielce relaksująca wizyta w naszym ulubionym miasteczku.
Młoda tymczasem znowu za granicą w odwiedzinach u psiapsi, a ja doglądam jej pierzastych podopiecznych. Jako że i do ptasiego pokoju lato się przez okna dostaje i gorąco jest, to któregoś wieczoru zrobiłam, za sugestią Młodej, ptakom deszczyk za pomocą specjalnego rozpryskiwacza (widoczny na zdjęciu pod stołem). One lubią się kąpać w takim sztucznym deszczu. Rozkładają wtedy skrzydła, pochylają głowy i ogólnie usiłują każdą część piór wystawić na deszcz. Summer czasem kąpie się też w misce na stole. Snowflake czasem też tam wchodzi, ale stoi na wysokich nogach nie bardzo wiedząc, jak się zachowywać należy w kąpieli.
Po zorganizowaniu pory deszczowej trzeba oczywiscie potem posprzątać cały zalany teren, czyli wymienić gazety, piasek i pościerać stół, klatkę i podłogę. Starałam się jednak tak pryskać, by nie utopić Roomby haha. Dużo zachodu z takim prysznicem dla papug, ale jak przyjemnie się patrzy, gdy one się cieszą z kąpieli.
Kury nie lubią się kąpać w wodzie, ale lubią kąpiele piaskowe i ogólny plażing. Wyciągają skrzydła i nóżki kładąc się na boku, zamykają oczki i leżą pomrukując z zadowolenia. Bardzo wysokie i długotrwałe temperatury są jednak i dla nich uciążliwe i niezdrowe. Stoją w cieniu z rozłożonymi skrzydełkami i otwarymi dziobami dysząc ciężko. Wymieniam im kilka razy dziennie wodę, by miały chłodną, no i stawiam po jednej misce wody z elektrolitami dla kur.
| Bożenka na plaży ;) |
Upałom towarzyszą dosyć intensywne burze, ale poczytwaszy internety, postanowiłam pogdybać sobie na temat burz...
Od kilku dni ostrzegali u nas w mediach o upałach i możliwych burzach. Zalecali pochowanie rzeczy, które mogą zostać porwane z wiatrem lub zwalone komuś na głowy itd itd. Ogłoszono kod pomarańczowy ze względu na temperatury i ostrzegano o burzach. Zamknięto parki, odwołano niektóre imprezy plenerowe, jakby koniec świata miał nastąpić, co mnie dosyć bawiło, bo to wszak oczywiste mi się wydało....
No ale okazuje się , że ludzie, nawet pomimo tych wszystkich ostrzeżeń i poczuczeń dla - zdawało by się - idiotów i tak to wszystko mieli w dupie, no a potem wielki lament, płacz i zgrzytanie zębów... JPRDL! "Wielka tragedia, straszne rzeczy, katrastrofa i w ogole armagedon". Ja patrzę na te nagrania i zdjęcia zamieszczone w prasie i nie wiem, czy się śmiać, czy zapłakać nad głupotą tego narodu... (narodów?).
Na nagraniach widzę bowiem:
- PLASTIKOWE krzesełka w ogródkach przy restaurcjach PRZESUWANE i WYWRACANE przez wiatr (szok i niedowierzanie, katastrofa)
- idiotów ludzi uciekajacych z tarasu z talerzami i kubkami w rękach, bo nagle zaczęło padać (jacie, ludzie siedzieli w czasie burzy na tarasie i zmokli - niedowierzam własnym oczom, toż to szok jest w trampack dosłownie!)
- przychlastów ludzi uciekajacych w popłochu pod parasole podczas jakiegoś festynu, bo nagle zaczęło padać (no zaiste kto by setkach ostrzeżeń spodziewał się nagłej burzy w Belgii - chyba się nie pozbieram po tym widoku)
- samochód na który zwaliło się jakieś drzewo (serio? wiedząc, że idzie burza zostawiłeś auto pod drzewem? Kto by mógł przypuszczać, że drzewo może zostać przewrócone przez silny wiatr. Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy, no!)
- drzewo wyrwane z korzeniami (j.w.)
- przezroczysty dach werandy na który pada deszzc lub grad (tak, faktycznie padało, tak samo jak dzień wcześniej, i dzien wcześniej, i dzień wcześniej... noż kurwa mieszkamy w BELGII!!!)
- jakieś drzewa uginajace się mocno pod naporem wiatru (no ten widok już w ogóle z kapci mnie wyrwał, jeszcze nigdy nie widziałam by drzewo się uginało, jak wiatr wieje - jakbyście chcieli zobaczyć, to mam kilka nagrań naszej brzózki, ale może powinnam je wysłać do mediów...?!)
- jedna zwykła ALE ROZGAŁĘZIONA błyskawica w slow motion - no ja wiem, że wielu mało kto wie, że można nagrać błyskawicę (i wszystko inne) w zwolnionym tempie (większość telefonów dziś chyba posiada taką opcję) i wtedy faktycznie widać tę błyskawiczę długo i wyraźnie i to jest fajniejsze i efektowniejsze niż sekundowy błysk, którego nasze oko nawet za bardzo nie rejestruje, ale żeby z tego faktu robić sensację dnia...?
- wywrócony stary drewniany młyn wiatrowy - wiatraka faktycznie szkoda, ale też to tylko stary głupi wiatrak, który stał na pustym polu...
To wszystko były nagrania zwykłej acz intensywnej burzy z silnym wiatrem i opadami, nie żadne tragedia i katastrofa.
Ta narracja mnie po prostru rozpierdala! Jest taka bajka, która mówi o dziewczynce, która non stop krzyczała - Wilk, wilk! - a kiedy wilk na prawdę przyszedł, nikt jej nie uwierzył i wilk ją zjadł.
Tutaj krzyczą non stop, że zbliża się straszna nawałnica (upały, śnieg, susza, grad, wiatr, grypa, cudaniewidy), przepowiadają katastrofę, bo ...w zimie będzie padał śnieg, bo latem bedzie gorąco, bo będzie padał deszcz... I dziwić się, że ludzie już przestali słuchać i siedzą sobie na tarasie mimo licznych ostrzeżeć o nawałnicy i że nikt niczego nie uprzątnął...
Kolejna kwestia to taka, że w tym kraju wszędzie masowo karczuje się normalne wysokie drzewa. Już ciężko w ogóle jakieś drzewo znaleźć, a jak jest to właśnie pojedyncze, które mimo usilnych starań nie jest w stanie powstrzymac wiatru ani wytrzymać jego naporu. Często do tego te drzewa są przesadzane jak już mają kilka metrów i sadzone są w jakimś nieprzyjaznym im terenie, gdzie nie ukorzenią się należycie i są słabe jak gówno. Wszędzie karczuje się krzaki, a trawę kosi na kilka mm. I nikomu nic tam nie styka na synapsach, nikt nawet nie zająknie sie w tym całym pierdoleniu o ratowaniu planety, że zwykłe drzewa, krzaki i normalna naturalna trawa mogły by wiele podratować, mogły by zapewnić nam ochronę przed upałem, wiatrem, podtopieniami etc. Podobnie zresztą jak mało kto wie o tym ile wody zużywa ta cała sztuczna inteligencja i jakie mogą być tego konsekwencje dla planety, ale to inna historia.
Ale najbarziej to zdziwiły mnie komentarze pod moim postem z piorunami, bo ja też dla zabawy nagrałam se kilka błyskawic w slow motion i wrzuciałm to na instagram... Ja się jaram tymi burzami, bo jak tu zamieszkaliśmi w Belgii to tu nie było w ogóle żadnych prawdziwych burz ani nie dało się zobaczyć pioruna. Tam pierdziało coś czasem cichutko i błyskało w chmurach, ale przez kilka dobrych lat nie widziałam w Belgii normalnej burzy. Dopiero w ostatnich latach się zaczęły uaktywniać i można jakieś liche błyskawice zobaczyć. Mówię liche, bo w porównanii z tymi burzowymi spektaklami, które rozgrywały sie na podkarpackich niebiosach to to są popierdółki, a żadne nie błyskawice i grzmoty haha. Ja lubię burze. Są fascynujące. Burze to część natury. Z bratem i ojcem często obserwowaliśmy błyskawice i fotografowaliśmy je. Moja Młodzież też podziela tę zabawę. No i ja publikując wideo oczekiwałam, że ludzie napiszą tam, że oni widzieli lepszą błyskawicę i opowiedzą, czy u nich też była burza, a tu się okazało, że sporo osób zwyczajnie paniczne burz się boi. Niektórzy nawet byli przekonani że narażałam swoje i dziecka życie. No i okazuje się, że normalni ludzie to oni nie wiedzą nic o burzach.
To dopiero jest przerażające.
Ja tu nie twierzdę bynajmniej, że burz nie trzeba się bać, bo owszem burze bywają bardzo niebezpieczne, ale przede wszystkim to - moim zdaniem - powinno się posiadać choćby podstawową wiedzę na ich temat, a nie srać żarem tylko dlatego, że radio straszyło i ciągle popadać w skrajności. Dobrze jest zadadniczo używać mózgu czasem, zdrowego rozsądku, pomyślunku... Czego większości współczesnych ludzi zdaje się zwyczajnie brakować. Jedni w panice zamykają się w komórce na wieść o zbliżającej się burzy, a drudzy znowu beztrosko idą na masowe imprezy albo zostawiają samochody pod drzewami i nie ogarną nawet swojego podwórka, by wszystkie rezczy i ich własne zdrowie było bezpieczne. Co jest z tymi ludźmi nie tak? Ludzie się z gołębi śmieją, że nie potrafią gniazda zbudować i zachowywać się bezpiecznie, gdy biedne gołębie zostały zabrane przez człowieka z gór, gdzie znajdował sie ich naturalny habitat, do którego były dostosowane i zmusiły ich do życia wśród głupich ludzi, którzy nawet swój natutralny habitat zniszczyli. A tu czlowiek mieni się istotą inteligentą, myślącą. Koń by się uśmiał, a nawet gołąb. Mnie się wydaje, że większość ludzi nie ma nawet podstawej wiedzy potrzebnej do przeżycia, że nie posiadają już nawet podstawowych instyktów samozachowaczych, nie mają za grosz pomyślunku. A w tym kraju jest to wyjątkowo intesywnie widoczne, że ludzkość stała się strasznie głupia, że jednostki nie potrafią samodzielnie połączyć prostych faktów, że nie potrafią wyciągać wniosków z tego, co rejestrują ich zmysły, nie potrafią brać za siebie i swoje czyny odpowiedzialności. Ludzie nie potrafią zinterpretoewać tego, co widzą za oknem i co czuje ich ciało. Nie, im musi radio powiedzieć, że dziś jest gorąco i jakie są tego konsekwencje, a i tak buc jeden z drugim nie zrozumie i jeszcze będzie miał pretensje do wszystkich że słońce go spaliło i jego dziedek stracił przytomność z upału, bo idiota zabrał go na spacer w najwiekszy upał, a nikt mu nie powiedział, że tak nie można.
No nie wiem, jak było u was i innych ludzi, ale nas uczono prawd o burzach od małego, tak jak się uczy prawd o ogniu, wodzie, osach, żmijach, wbijaniu gwoździ i krojeniu chleba i reszcie otaczającego nas świata. Rodzice, dziadkowie, nauczyciele tłumaczą dzieciom, że ogień może podpalić wiele rzeczy, że może nas poparzyć, ale też może nas ogrzać i zupę nam ugotować. Uczą, jak należy się obchodzić z ogniem. Tak czy nie? I tak samo z burzami. Odkąd pamiętam wszyscy na wsi brali sobie informacje na temat prognozowanych burz zawsze do serca. Już dzień wcześniej albo przynajmniej parę godzin czy choćby w ostatniej chwili zamykało się okna, sprawdzało czy wszystkie drzwi od stodoły są dobrze zabezpieczone, czy koło domu nie walają ją rzeczy, które może porwać wiatr. Nas gówniarzy przestrzegano, byśmy swoje zabawki pochowali do piwnicy czy stodoły, bo nam je inaczej porwie wiatr, zmoczy deszcz albo wytłucze gradem. Sprawdzało się też okrycia kop siana i ewentualnie poprawiało, nakrywało to czy tamto, zganiało krowy z pastwiska, psy brało sie do domu, zbierało pranie ze sznura i pościel z balkonu. Wyłączało się wszystkie urządzenia z gniazdek. Systematycznie sprawdzało sie piorunochrony przy domu. Nigdy nie parkowało się traktora pod drzewem, które mogło być potencjalną ofiarą burzy. No i powtarzane systematycznie przez wszystkich starszych z rodziny nauki, że w czasie burzy nie wolno się chować pod drzewami, bo w drzewa często trafia piorun. Że nie chodzić z kosą na ramieniu ani nie stać z widłami czy łopatą podczas burzy, bu piorun może w nie strzelić i porazić. To było dla wszystkich oczywiste. Tak samo jak to, że im krótszy czas pomiędzy zobaczenem blysku a usłyszeniem grzmotu, tym burza bliżej. Jak grzmotu nie słychać prawie albo czas jest długi, to spokojnie można siedzieć przed domem i napawać sie widokiem błyskawic. Tymczasem jak patrzę na belgijskie (i nie tylko) społeczeństwo, to mam wrażenie, że oni po prostu wczoraj się urodzili albo z jakiejś innej planety spadli i nic o życiu nie wiedzą, nie kumaja, nie myślą. Stado głupich baranów i tyle.
A kiedyś zrobiłam wyśmienitą sałatkę (może już o tym mówiłam...? mówiłam?!) korzystając z przepisu sklepu Colruyt . Z tym że to i owo po swojemu zrobiłam.
Sałatka z fasolką, ziemniaczkami, serem i truskawkami
Ugotowałam małe ziemniaczki (w przepisie są ugotowane gotowe), a potem podsmażyłam je na maśle. Ugotowąłam fasolkę w osolonej wodzie.
Wymieszałam je razem, potem dodałam szpinak i pokrojoną w paseczki czerwoną cebulę oraz ser berloumi i polałam sosikiem z musztardy, miodu, octu i wody. Truskawki były u nas w opcji, bo Najstaszra stwierdziła, że jej to nie pasuje, ale dla mnie bomba. Berloumi to belgijska wersja sera halloumi.
| sałatka z fenkuła zjedzona w restauracji |
Wkurzyłam się znowu na kołczkę i cały tę tzw pomoc z biura pracy. Ostatnio stwierdziła, że może powinnam szukać pracy w zakładzie pracy chronionej... No dobra, pomyślałam sobie, może to faktycznie jest dla mnie najlepsze rozwiązanie. Poleciła mi konkretny zakład pracy w - powiedzmy - okolicy, czyli ok 15 km od domu. Od razu wykazała się też





























