18 stycznia 2020

W jakim języku mówi się w Belgii?

Postanowiłam napisać o językach w Belgii, bowiem czasem czytam wypowiedzi rodaków w internatach i aż mi się skarpetki filcują od tych mądrości. No bo weź, jak jakaś Grażyna się chwali, że mieszka w Belgii 10 lat a zaraz potem wymienia angielski jako język urzędowy... 
Inni przekonują naiwnych, że po angielsku dogadają się w każdym urzędzie... Taa...

Nie wiem, po co ludzie zakładają internet, skoro nie potrafią z niego zrobić użytku i sprawdzić choćby podstawowych informacji na temat kraju, do którego przybyli, tylko pitolą takie głupoty, że głowa mała. A kolejni to podłapią i bez weryfikacji podają dalej.
Czy to tak trudno wpisać pytanie w wyszukiwarkę? 
A może zdobywanie wiedzy boli albo powoduje wysypkę? 


Zacznijmy od faktów. W Belgii mamy 3 [słownie trzy] języki urzędowe: francuski, niderlandzki i niemiecki. Z tym, że to nie działa tak, jak się niektórym wydaje. To że jest trzy języki nie oznacza bynajmniej, że znając jeden z nich możesz się w całej Belgii dogadać czy pozałatwiać sprawy w urzędzie. 

Bynajmniej!

Każdy z tych trzech języków obowiązuje bowiem w innej części kraju. U nas we Flandrii (północna część kraju, czyli ta u góry) językiem urzędowym jest niderlandzki i w urzędach państwowych ten język jest obowiązkowy. We flamandzkich Urzędach Gminy nie dogadasz się w innym języku! Urzędnicy mają bowiem odgórny prikaz. Nie mogą rozmawiać z petentami w innym języku, nawet jakby po 8 różnych znali. Często nawet wiszą takie informacje w kilku językach na drzwiach, ścianach, okienkach. 

Oczywiście, jak się trafi na miłego urzędnika - tak jak było w naszym przypadku - to on może słuchać jak mówicie po angielsku czy francusku i odpowiadać po niderlandzku. W ten sposób można się dogadać, ale to raczej spotyka w małych gminach, a w miastach już raczej trudno. Swego czasu nawet mieliśmy o tym rozmowę na jednej z lekcji niderlandzkiego. Nasza docentka opowiadała, że już próbowali (oni, nauczyciele języków) kilka razy interweniować w urzędzie gminy i ogólnie próbować zmienić prawo, bo taki nauczyciel wie, że jak wczoraj przyjechałeś do Belgii, to wielce prawdopodobnie dziś nie mówisz jeszcze po niderlandzku, a pierwsze sparwy urzędowe załatwiasz w Gminie i musisz tam gadać po niderlandzku. Mało logiczne, ale cóż prawo jest jakie jest.

To samo tyczy się szkół.

We flamandzkich szkołach rozmawia się tylko po niderlandzku!!!

Mówię tu o kontakcie uczniów z nauczycielami i języku obowiązującym na przerwie.
Niektóre szkoły wyjątkowo pozwalają na rozmowy na przerwie w innych językach, ale nie jest to mile widziane. W niektórych jest całkowity zakaz i nieprzestrzeganie jest karane.

Rodzice kontaktują się z nauczycielami też tylko po niderlandzku. Przed wywiadówkami otrzymuje się informacje, że należy przyjść z tłumaczem, jeśli się nie mówi po niderlandzku. 

Wielu nauczycieli, czy też szkół w ogóle, jednak nie robi problemów i rozmawiają po angielsku, jeśli takowy znają, czy po francusku albo hiszpańsku albo niemiecku. Zwykle nie ma też problemu z zapisaniem dziecka do szkoły używając innego niż niderlandzki języka. Jednak, pamiętajcie, że mogą (i mają do tego pełne prawo) odmówić rozmowy w innym języku!

W innych miejscach zwykle o wiele łatwiej jest się dogadać w innym niż niderlandzki języku. Po angielsku czy francusku zwykle bez problemu dogada się człowiek u lekarza, prawnika, w urzędzie podatkowym, u mechanika, fryzjera, księgowego, w sklepie, restauracji i zwyczajnie z ludźmi. 

Pamiętać jednak należy, że po pierwsze ludzie nie mają obowiązku znać języków obcych ani tym bardziej w nich rozmawiać, a po wtóre każdy normalny człowiek najchętniej rozmawia w języku ojczystym, zwłaszcza w swoim własnym domu czy kraju. A jak się do kogoś przychodzi w gości, to wypada się dostosować do zasad i obyczajów u niego panujących a nie oczekiwać, żeby tubylcy się dostosowywali. Dla mnie jest to oczywiste, ale z moich obserwacji wynika, że dla innych już niekoniecznie. 

Co jeszcze istotne w kwestii Flandrii to fakt, że  przeciętny Flamand od małego nie lubi Walona oraz języka francuskiego, a fakt, że francuski jest pierwszym obowiązkowym językiem we Flandrii nie ma tu najmniejszego znaczenia. Frankofoni to zło! ;-)

Tak, francuski jest obowiązkowym językiem we flamandzkich szkołach od 5 klasy szkoły podstawowej. Język angielski, łacina, niemiecki, hiszpański, włoski (zależnie od szkoły i kierunku) dochodzą w szkole średniej. 

Znajomość francuskiego jest konieczna do otrzymania pracy w niektórych zawodach czy otwarcia własnej działalności.

Francuskim posługujemy się natomiast obowiązkowo w całej Walonii, czyli w południowej części. 
W Walonii jednak dogadanie się po niderlandzku gdziekolwiek to już  - z tego co mi wiadomo - graniczy z cudem. Nawet jak do knajpy wejdziesz i przywitasz się po niderlandzku, już cię nienawidzą. Mam kilka doświadczeń w tej kwestii. Wszystko jednak zależy od tego, na kogo się trafi. Ludzie są tylko ludźmi.

Po niemiecku mówi się w bardzo małej części Belgii, tuż przy granicy z Niemcami. Zasady jak wyżej.

Specyficznym miejscem pod względem języków (i nie tylko języków) jest stolica.

Bruksela jest oficjalnie dwujęzyczna. Wszystkie nazwy ulic, urzędów itp zapisane są w dwóch językach: po francusku i po niderlandzku.

Urzędnicy mają obowiązek rozmawiać w tych dwóch językach.

Teoretycznie tyczy się to też sklepów i wszystkich innych punktów usługowych, ale tylko teoretycznie. W praktyce jest tak, że w Brukseli coraz trudniej znaleźć kogoś, kto mówi po niderlandzku. W sklepach dziunie tylko buzie rozdziawiają i patrzą z nienawiścią na człowieka. Choć czasem z kolei bardzo ale to bardzo się starają (raczej w bardziej eleganckich sklepach i restauracjach niż na ten przykład w Quicku), by wszystko po niderlandzku powiedzieć, nawet jak widzą, że już po francusku żeś zrozumiał. Jak wszędzie i tu są ludzie i ludziska, a nawet trochę parapetów.

Z językiem angielskim Belgia nie ma nic wspólnego. Jednak większość ludzi w sklepach, urzędach, punktach obsługowych, informacyjnych, dworcach, restauracjach itd itp gada po angielsku przynajmniej na poziomie podstawowym. 

Nie należy też zapominać, że w Belgii mieszka masę różnych narodowości mówiących w domu najdziwniejszymi językami i dialektami. A ci wszyscy ludzie pracują w najróżniejszych miejscach na naróżniejszych stanowiskach i w najróżniejszych zawodach, w których częstokroć znjomość języka niderlandzkiego (czy francuskiego) nie jest tak istotna jak umiejętności, talenty i doświadczenie zawodowe. W zwiazku z tym często spotyka się na swojej drodze ludzi, którzy co prawda mówią w swojej pracy po niderlandzku (czy francusku), niektórzy mają nawet obywatelstwo belgijskie, ale ich język bardzo trudno jest zrozumieć ze względu na akcent, wymowę i w ogóle słabą tego języka znajomość. Ja słuchając takich ludzi, którzy przecudacznie wypowiadają poszczególne słowa i nawet jak wymawiają nazwę mojej miejscowości to nie jestem w stanie tego zrozumieć, to zawsze sobie uświadamiam, że mój niderlandzki prawdopodobnie brzmi dla nich i rodowitych Belgów podobnie haha. Ale to jest właśnie fajne w tym kraju - te wszystkie języki, ta wieża Babel. Dla człowieka wychowanego w Polsce, gdzie wszyscy mówią tym samym językiem to niesamowite doświadczenie i niezapomnianie pierwsze wrażenia. 

Szkoda, że wielu rodaków zamykając się tylko w polskojęzycznym środowisku i unikając kontaktu z innymi narodami, a częstokroć gardząc innymi i ich językami nie potrafi tego  niesamowitego zjawiska docenić i tym się cieszyć.