25 czerwca 2022

Zabawa z psami tropiącymi. O tym jak Młody przestał bać się psów.

Dzięki temu blogowi poznaję niesamowitych ludzi. Z niektórymi udaje mi się nawet spotkać w realu. W poprzednią niedzielę miało miejsce właśnie takie wyjątkowe spotkanie, które całkiem sporo wniosło w moje życie, a jeszcze więcej w życie Młodego. Tym razem spotkaliśmy nawet całą grupę ludzi i to ludzi z psami. Młody stał się dzięki nim wszystkim szczęśliwszym i odważniejszym człowiekiem. 

Ale może po kolei. 

Jeden z Czytelników tego bloga przeczytawszy o psim problemie naszego Izydora (strach przed psami będący wynikiem złego doświadczenia z pewnym, skądinąd sympatycznym, czworonogiem), stwierdził, że być może zna na to sposób i zaproponował nam wspólną zabawę. Z czego postanowiliśmy oczywiście ochoczo skorzystać…

I tak zgłosiliśmy się do udziału w treningu psów tropiących.

Młody był bardzo zaciekawiony tym spotkaniem, ale też trochę się bał. No bo co, jak psy nie będą miłe? Miłe psy, według niego, to zasadniczo psy ładne i puchate bez względu na ich wielkość i charakter. 

A tu miało być kilka psów, które na dodatek miały go szukać w lesie… Była adrenalina! Powiedziałam mu jednak, że gdy mu się nie spodoba, od razu wrócimy do domu. 

Na dzień dobry poznaliśmy ekipę bez psów, bo te czekały w samochodach, co znacznie podniosło u Młodego emocje. A dodatkowo starzy jak to starzy postanowili sobie pogawędkę uciąć zamiast od razu pokazać mu te psy. W końcu jednak się doczekał. Jedna pani wyprowadziła pierwsze psisko z samochodu.

Gdy tylko Młody zobaczył tego psa, oczy mu się zaświeciły. Pies był piękny! Czyli miły. I duży! 

Nie oznacza to bynajmniej, że Młody od razu pobiegł do psa. Na początku raczej trzymał się w bezpiecznej od niego odległości, a blisko matki, za którą można się w razie co schować. Oswajanie trwało dłuższą chwilę, ale zakończyło się sukcesem.

Izydor i Vita

Na czym polegała zabawa? 

Najpierw przeszliśmy po lesie trasą wyznaczoną przez naszych nowych znajomych, by zostawić swoje zapachy, czyli nasze specyficzne ślady. Potem oddaliśmy próbkę swojego zapachu dla psa pocierając chusteczką ręce. Wtedy pies mógł już któregoś z nas szukać. I szukał. I znajdywał.