Parę dni temu maszerowałam z Młodym w Kravaalbos. Ten lasek tak samo jak Buggenhoutbos kiedyś dawno dawno temu stanowiły jeden wielki las, ale drzewa wyrąbano, zwierzaki wybito, a cały teren zajęły ludzkie siedziby…
Dobrze, że choć takie namiastki lasów nam się jeszcze ostały i choć tyle drzew człek zobaczyć może we Flandrii.
Kravalboos jest trochę bardziej pagórkowaty niż teren po jakim stąpamy na co dzień, co było miłą odmianą dla nas i naszych nóg. Bardzo fajnie się tam maszerowało. Korzystaliśmy z jakiejś gotowej przypadkowej trasy znalezionej w Komoot, ale niezbyt dokładnie się jej trzymaliśmy. Mnie najbardziej zależało, by zobaczyć staw powstały po wydobyciu przez laty kamieni z tego miejsca, z których budowano różne kościoły i to nie tylko okoliczne. Jeśli wieżyć Googlowi to do Antwerpii, a nawet do Holandii i Niemiec stąd kamienie wieźli… Dziura faktycznie bycza przez to powstała, która z czasem zamieniła się w staw.
Podobało nam się nad owym stawem. Obserwowaliśmy tam przez chwilę różne kaczko- i gęsiopodobne istoty. Poza tym nasza trasa wiodła różnymi ścieżkami leśnymi. W jednym miejscu trzeba było brnąć w błocku, bo nie szło go nijak ominąć, gdyż ściezka wiodła pomiędzy ogrodzeniami. To jest tu w Belgii dosyć irytujące i przykre, że większość terenu jest prywatna, o czym na każdym kroku przypominają nam tabliczki „teren prywatny, zakaz wstępu” ⛔️ 🚫 A tutaj co gorsza teren, w sensie las jest w cholerę ogrodzony siatą, płotem a u góry jeszcze dla pewności drutem kolczastym obwarowany. Podejrzewam, że ludzkie bydło pewnie syf wszędzie robiło i takie są teraz tego konsekwencje, bo to zwykle tak właśnie się zaczyna, że debil jeden z drugim nie umie się zachować, a reszta potem za to płaci…
