22 września 2018

Dzień w którym nie wolno przywozić dziecka autem do szkoły

Cały miniony tydzień mieliśmy iście letnią aurę - 25 albo i więcej w plusie, słonecznie, bezwietrznie, no piknie po prostu. Fajnie, bo na piątek zapowiedziano w szkole STRAPDAG, czyli dzień w którym nie wolno przywozić dziecka do szkoły samochodem. Każde dziecko ma przybyć do szkoły na rowerze, na hulajnodze, na deskorolce, czy tam przyjść z trampka, ewentualnie jak ma daleko to autobusem czy pociągiem.

nasza baba jaga z doniczek w daliach


Dzień bez samochodu po prostu w ramach akcji octopusplan (czyli plan ośmiornicy), mającej na celu zwiększenie bezpieczeństwa w poblizu szkół. Więcej na temat ośmiornicy i węża znajdziecie w poście sprzed 2 lat TUTAJ.

Obowiązkowo każdy nosi kamizelkę odblaskową, no a  rowerzyści oczywiście kaski. W naszej szkole tylko kompletne nieogary i ochęchy nie stosują się do tego nakazu... 

W piątek rano świat przywitał nas jednak czarnymi chmurami. Lało od świtu jak z cebra i wiało jak w kieleckim. Założyliśmy z Młodymi regenbroek-i i regenjas-y a na to kamizelki i poszliśmy do szopki po nasze dwukółki.

Najstarsza i Młody gotowi do drogi patrzą na wywaloną przez wiatr babę jagę

Do budy mamy trochę pod górkę a do tego tym razem  było jeszcze bardzo pod wiatr. Młody na przemian płakał, gdy wiatr zatykał mu buzię i nos, i śmiał się gdy drań spychał go na drugą stronę drogi, ale nie poddał się - wyjechał na górkę, a potem już zobaczył rok starszego kolegę ze swoim starszym bratem i tatą na rowerach i już mu dodało powera.

Za kolejnym zakrętem dołączył do nas inny pierwszoklasista w kurtce przeciwdeszczowej i ...w spodenkach. Obaj już darli pod wiatr na wyścigi aż do samej szkoły, a tam ŁO MATKO PRZENAJŚMIESZNIEJSZA istny cyrk. Jeżu te wszytkie ludzie - mamusie, tatusiowie, babcie, dziadziusiowie ze swoimi pociechami w wieku od 2,5 do 12 lat wystrojonymi w regenpaki i kamizelki odblaskowe, wszyscy jak jeden mąż przyjechali w tę psią pogodę na rowerach. NIESAMOWITE! Niektórzy mieli na głowach kaptury, inni wyglądali jakby dopiero spod prysznica albo ze stawu wyszli - zmokłe kury. Pod szkolną bramą wytworzył się korek rowerowy z obydwu stron i trzeba było czekać byu się dopchać na szkolne podwórko, a tam już czekały uśmiechnięte panie nauczycielki w płaszczach przeciwdeszczowych rozdający jakieś gadżety dla wszystkich dzielnych dzieci. Rodzice z uśmiechami na twarzach żartowali sobie ze świetnej pogody na rower i swoich wyglądów. Przewodniczący Rady Rodziców wszystko filmował ku pamięci.
 
pierwsze parkowisko rowerów - dla starszaków

Młody czeka w "korku" na wejście na podwórko, gdzie parkują rowery młodsze dzieci

bo rower jest wielce okej
Potem na szczęście przestało padać, wyszło słońce  i dalsza część dnia mogła odbyć się bez problemów. Był zatem fietsparcour, czyli rowerowy tor przeszkód. Z tej okazji kawałek głównej drogi przez wieś zostało zamkniętej i cały ruch skierowano na objazdy, by dzieci bezpiecznie mogły bawić się na drodze pod szkołą. Policjanci skontrolowali wszystkie rowery i pewnie nie długo wszyscy rodzice otrzymają od policji listy z przypomnieniem zasad i wypisanymi ewentualnymi usterkami i brakami w rowerze dziecka. Sprawdzono hamulce, światła, dzwonki i inne rzeczy, które muszą być w porządku, by dziecko bezpiecznie mogło dotrzeć rowerem do szkoły.

Niniejszym przypominam, że w sezonie od pierwszego dnia jesieni do pierwszego dnia wiosny OBOWIĄZKOWA jest kamizelka odblaskowa w drodze do i ze szkoły, byśmy byli widoczni i bezpieczniejsi. Trzeba też zapalić światełka z tyłu i z przodu.

Najstarsza w tym tak pięknie deszcowo i wiatrowo rozpoczetym dniu miała wycieczkę do Gent, czyli po naszemu Gandawy na stoffenspektakel, czyli targi materiałów i gadżetów krawieckiech, gdzie jest ogromaśny wybór a ceny zacne. Zobaczcie sobie na YT, jak to wygląda.



Najstarsza nie musiała tego dnia jechać do szkoły, po prostu wsiadła do pociągu w inną stronę niż zwykle, a tam już siedziała reszta klasy i pozostali uczniowie kierunku moda wraz z nauczycielami. Kupiła sobie - podobnie jak reszta dziewczyn z jej klasy - materiał na bluzę dresową, którą właśnie będą szyć. Szablony już przygotowali wcześniej, a w przyszłym tygodniu zabierają się do krojenia i szycia.

Na początku minionego tygodnia odwiedzili też SportDirect, czyli sklep sportowy, gdzie zapoznali się z asortymentem (wrzesień to miesiąc sportu), porobili zdjęcia róznych ubrań sportowych, a potem przez 3 godziny pomagali sprzedawcom w pracy. Przyczepiali więc magnesy zabezpieczające, rozwieszali ubrania na wieszaki wraz z kosteczkami rozmiarowymi i roznosili to po sklepie, no i ogólnie przyglądali się, jak wygląda praca sprzedawcy od środka.

Młoda w tym deszczowym dniu za to pojechała i wróciła ze szkoły niczym hrabianka taksówką. Rodzice ledwo oczy otworzyli i zobaczyli, że leje i wieje to natychmiast zaczęli pytać na whatsaapie, czy wszyscy są na stanowiskach zwarci i gotowi by pozabierać tałatajswto spod domów i dostarczyć do szkoły, a potem po południu zabrać spod szkoły i dostarczyć do domów. Przed ósmą podjechało taxi-mama i zabrało Młodą do szkoły.

A my biedne żuczki kurtki, odblaski, tornistry na plecy i

FLAGA NA MASZT - ROWER JEST NASZ, bo ROWER JEST WIELCE OKEJ!

Ale, ale chyba jeszcze wam ludkowie nie mówiłam, że kiedyś nam jedna z firm kurierskich (nazwy nie będę podawać, co by was nie stresować) zgubiła paczkę. I to, proszę państwa, nie była paczusia wielkości pudełka od zapałek tylko BYCZA półmetrowa, dwudziestokilowa pacza.

 Ja się pytam, jakim cudem można zgubić,  przeoczyć, zapomnieć, zapodziać takie wielkie pudło?! No serio?! Nie było to nic ważnego, więc specjalnie nad tą paczką nie czuwałam, tylko powiadomiłam siorę, że paka z używanymi ubraniami dla dzieciaków z sąsiedztwa poszła do PL. Ojtamojtam ubrania po Młodym to żaden tam szał, ale jak mam wywalać do kontenera to lepiej komuś podarować, bo a nuż coś mu się przyda (a resztę sam se do kontenera wywali). No i dobra, nie raz wysyłałam przez tę firmę (znaną we świecie, nie żaden tam panjanuszpodwiezie) i zawsze dochodziło w ciągu kilku dni. W końcu siora oznajmia, że nasza przesyłka chyba zabłądziła i pyta o numer przewozowy, bo ani widu ani słychu a już drugi tydzień mija... No to sprawdzam. Faktycznie paczka dotarła do pierwszego punktu meldunkowego (rzut beretem od punktu odbioru) i odtąd nie wykazała żadnych ruchów. Na stronie był formularz kontaktowy to wypełniłam i wysłałam. Nazajutrz przyszło pytanie o opis "dóbr". Opisałam. Pani odpowiedziała, że będą szukać i informować o postępach w śledztwie. Po paru dniach już chciałam ich ochrzanić, ale siostra powiadomiła, że paczka dotarła. W stanie wskazującym na ciężkie przeżycia i długotrwałą wędrówkę, ale dotarła. Nie wiem, może pieszo szli z tą paczką ciągnąć ją za sobą, a może zwyczajnie któryn uznał, że to za ciężkie i pizdnął aż się pudełko rozdupcyło i potem trzeba było udwać, że tam nie ma żadnej paczki czy cuś w ten deseń...

Pomyślałam tylko, że dobrze iż to się stało teraz, jak wysyłałam szmaty a nie jak prezent komunijny szedł. To już byłby lekki stresik... Ważne, że wszystko się wyjaśniło i mogę dalej korzystać z usług tej firmy...

Na dobre zakończenie tygodnia i piąteczku oraz miłe rozpoczęcie łikendu wybraliśmy się z małżonkiem do kina na The Nun (Zakonnicę). Ludzie jojczeli w internetach, że film przereklamowany i że to jeden wielki szit i ogólnie szkoda iść, ale ja mówię, że najlepiej to się zawsze samemu przekonać na własne patrzały, a nie słuchać tych co to wszystko wiedzą i na wszystkim się znają, choć zwykle w dupie byli i gówno widzieli...

Mnie tam filmik się podobał. Całkiem zacna mroczna historyjka (taka jak lubię) trzymająca w napięciu. Było parę momentów, gdzie szkło się przestraszyć (przestraszyć, ale nie umrzeć ze strachu), było parę momentów, kiedy morda się uśmiechnęła. Historia ma sens i to się liczy. Miłośnikom bezsensownej krwawej masakry (z której ja już dawno wyrosłam) raczej się nie spodoba. Nie polecam też tym, którzy chcą się bać potem samemu iść w nocy do sraczyka. Ten horror nie jest za bardzo straszny, czyli taki bardziej dla spokojnych ludzi W NASZYM WIEKU.  Podobny klimat jak w IT, które też mi się przecież podobało.

A dziś  wybieramy się z Młodym na Luis & De Aliens, bo widział reklamę w tv i mu się spodobało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz