23 maja 2026

Nic ciekawego, ale będę zostawać vlogerem haha

 Młody stwierdził, że jeszcze jeden tydzień i jeden miesiąc i WAKAAACJE, ZNÓW BĘDĄ WAKAAACJE....! Mnie to tam rybka czy wakacje czy nie wakacje, bo dla mnie i tak nic się nie zmienia. Tyle, że nie będę musieć go budzić... Tymczasem pogoda tego maja całkiem świruje. Dopiero co zimnica była, a teraz nadają 30 stopni w plusie na ten weekend. Tego to w ogóle jeszcze nie grali, żeby w maju było trzy dychy na termometrze. Planeta się kapryśna zrobiła, że hej. Nic to trza się do tego przyzwyczaić i brać co dają, bo wyboru nie ma za bardzo.

Tydzień minął mi szybko. Mój stan psychiczny jest ciągle taki se i raz jest nawet dobrze a drugia raz w ciul  źle. Emocjonalna huśtawka. 

Nie dawno byłam na wizycie u onkolog i trochę se z pielęgniarką pogadałam, ale nie miały dla mnie żadnej specjalnej nowiny. Wszystko jest okej, ale co do tego stanu zmęczenia nie da się oszacować, kiedy to może minąć i czy w ogóle. U każdego jest inaczej. Jednemu mija, drugi latami się z takim gównianym stanem męczy. Nie ma na to recepty żadnej. Ruszać się, jeść zdrowo, ale to żadne tam odkrycie. Wkurza mnie to wszystko, ale to też żadne odkrycie haha. Zostawmy zatem onkologa w spokoju.

Albo i nie... Wypełniałam nie dawno te dokumenty co mi to z firmy od biura pracy dali, żebym wypełniła. To jest kilka kartek z wieloma pytaniami na temat moich zainteresowań, talentów, doświadczenia... Profilowanie... Dla normalnych ludzi pewnie spoko, ale mnie taki nerw od tego wziął, że głowa mnie rozbolała i doła kilkudniowego złapałam. Talenty-sralenty kurwa! Ja wiem, jakie mam talenty, jakie mam doświadczenie i w czym jestem dobra, ale problem jest taki, że w obecnej sytuacji i okolicznościach chuj mi z tego wszystkiego i to jest moim problemem a nie że siebie nie znam i nie wiem, co potrafię... Mnóstwo rzeczy mogłam tam  wypunktować, ale co z tego, jak to dziś nie działa, nie przyda się... Gadam o tym non stop tutaj... No wkurwiło mnie to! 

Nie wiem, może na dalszym etapie pojawi się coś odkrywczego, ale śmiem twierdzić że wątpię. No i ciężko mi nie zakładać czarnego scenariusza mając takie a nie inne doświaczenia i świadomość realiów.

Myślałam też nad tym, a nawet ze dwa dni szukałam pomysłow w necie, co mogłabym ewentualnie iść spróbować, bo MUSZĘ przynajmniej jednego zawodu spróbować i muszę se sama owo miejsce znaleźć, gdzie by mnie na ową próbę przyjęli... Jedyne co dotąd wymyśliłam to jakaś kwiaciarnia, bo robienie bukietów i obsługa klienta może nie jest jakaś strasznie ciężka, ale też nie lekka i te wszystkie pyłki, chemikalia etc. No i stanie cały dzień to gorsze przecież niż sprzątanie domów. Ja nie mogę stać. Mogę chodzić, rowerować całe dnie,ale stanie mi nie służy. No ale mam jakiś pomysł. Ta niunia z tej firmy mi raczej nic nie podpowie. bo co może ci podpowiedzieć dziewczę, które nie dawno wyrosło z pampersów i jedyna praca jaką zna to siedzenie za biurkiem i przekładanie papierków. Tak dziś właśnie pracują młodzi, a raczej udają że pracują. Jak to nawet ktoś może nazwać pracą? Co to wytwarza, co zmienia, co to w ogóle robi...? Takich firm i "usług" napowstawało w ostatnich latach w każdej wsi na pęczki. Co druga chałupa to jakiś coach, personal trainer itp jak głoszą tablice na oknach lub drzwiach. Dziś każdy chce być kołczem, bo dziś trza uczyć drugiego jak trzeba jeść, jak uprawiać sport, jak się seksić, a nawet kurde jakie się ma talenty i doświadzcenia, jakby normalny człowiek sam tego nie wiedział, jakby tylko jedna słuszna metoda była, którą trzeba ludziom odgórnie narzucić według tego jakie trendy wykreowało pańswto na dany moment. 

Jeszcze do niedawna myślałam, że skoro wszyscy chodzą do takich kołczów i bólą ciężkie pieniądze, to każdy jest tam traktowany indywidualnie i ten trener, kołcz, asystent jakoś faktycznie potrafi do każdego podejść, bo posiada stosowną wiedzę psychologiczną, choćby podtawy wiedzy medycznej, zna przede wszystkim rynek pracy, etc a nie że cizia daje mi uniwersalne ankiety do wypełnienia, bo kurwa faktycznie co to za róznica czy pracy szuka podobna jej pindzia, która wczoraj szkołę skonczyła, czy poważny człowiek z doktoratem i 20 letnim doświadzceniem, czy też taka stara prosta baba inwalidka, jak ja. 

Wiecie tam w tym biurze była na ścianie wywieszona tablica na temat powstania tego biura, jak to chcą pomagać ludziom srutututu majtki z drutu blablabla, ale mnie najbardziej zafascynowała kwota, jaką dostali od VDAB, czyli od biura pracy, czyli od państwa w ramach współpracy... Cyferek  nie pomnę, ale chodziło w każdym razie o miliony euro. Tak że ten. Nic więcej już dodawać nie trzeba... Nie wiem tylko jak to się ma do dziury budżetowej i szukania oczędności na edukacji, dzieciach, służbie zdrowia, emerytach, chorych, nakazywaniu przez ministra się "kobietom wreszcie wziąć do roboty". Żeby być politykiem, trzeba być na prawdę zdrowo popapranym i bardzo skrzywionym... 

Ale uwaga znalazłam przypadkiem pracę, którą mogłaby teoretycznie wykonywać i do której mogłabym się nadawać. Znalazłam kursy nawet, tylko trochę daleko... Klown. Co myślicie o pracy klowna? To brzmi jak coś dla mnie. Serio. Z tym że nie taki cyrkowy tylko taki co w szpitalach i domach opieki pracuje. To musi być zajebista, satysfakcjonująca praca, choć raczej nie łatwa też. No i nie wiem, czy mam dość talentu aktorskiego i czy nie jestem już za stara, by tej trudnej sztuki się nauczyć. Kolejne pytanie, to jakie są realne szanse na to by taką pracę faktycznie wykonywać? Jakbym miałam bliżej do Leuven, to od razu bym się jednak zapisała na próbny kurs kilkugodzinny ot tak dla samej siebie, dla zabawy. To musi być wielce relaksujące i satysfakcjonujace zajęcie. Nawet nie wiedziałam, że istnieje taki specjalny zawód jak klaun szpitalny. To tak pół żartem pół serio, jednak perspektywa bycia klownem bardzo mi się spodobała. Lubiłam też grać i stać na scenie, jak byłam mała. Szkolne teatrzyki to żaden tam może szał, ale kochałam to. Lubiłam grać główne role i występować przed dużą publicznością. Na scenie można być kimś innym i ma się wrażenie, że można wszystko. Klownerswto to trochę inna bajka, wydaje sie trudniejsza, no i jakoś Joker od razu przychodzi na myśl, ale ...pofantacjować zawsze można :-) Ja widzę się w tej roli w każdym razie. Nawet nie musiałabym za bardzo udawać...

W każdym razie jeśli idzie o normalne zawody to kiepsko to widzę na dziś dzień. Ze zwierzętami mogłabym pracować, z tego co widzę z wolontariatu, ale też tylko teoretycznie... Gdybym była tą Magdą sprzed raka na przykład.

Chodzę jeden lub dwa razy w tygodniu po pół dnia, jak mam chęć i czuję się na siłach, ale kiedyś poszłam na rano, ale w południe się mnie zapytali, czy zostanę na popołudnie, bo nie ma ludzi, a wszystkie maluchy trzeba dwa razy nakarmić, bo teraz jest istne urwanie głowy. Codziennie ludzie przynoszą po kilka nowych zwierzątek... Zostałam na popołudnie, bo nie miałam nic innego do roboty. Koło 14 przyszła jeszcze inna wolontariuszka, gdy już praktycznie połową ptaszków nakarmiłam (byłam sama u maluchów, a panowie pracowali na zewnątrz). Drugą rundę karmienia zrobiłyśmy już razem i jeszcze jeden z panów przyszedł, gdy uporali się z robotą, to podokarmiał kaczęta i te ptaki, które sondą się karmi. To wygląda tak, że po południu jak skończysz jedno karmienie, praktyczmie zaczynasz od razu drugą turę, bo to trwa długo - dwie godziny minimum -  zanim każdy dziobek otrzyma po kilka robaków czy kawałków mięska, a jest się w pojedynkę czy nawet we dwoje. Rano zwykle jest więcej ludzi, bo i roboty jest najwięcej ze względu na sprzątanie klatek i napełnianie wszystkich misek z wodą i jedzeniem. Po południu już jest luźniej, ale też robota się sama nie zrobi...

Sprzątałam też u dorosłego perkoza (to taka dziwna kaczka z czerwonymi oczami), którego musiałam najpierw przenieść do czystej klatki. Nie podobało mu się to  i mnie zdziobał gęsto. Nie boli to za bardzo, ale na oczy bardzo trzeba uważać, bo dziób to ma długi i ostry niczym szpikulec.

sowa płomykówka (dzidziuś)

puszczyk

wróble albo sikorki (opiekunowie kłócili się o to)

sikory modre

kaczka czubata

bażant

sikoreczka


No i fajno, ale o 17 po ośmiu godzinach czułam, że to było trochę za dużo na raz, jakkolwik fajne i satysfakcjonujące by to nie było. Na drugi dzień odpoczywałam, bo ja nic nie muszę, no ale przez takie eksperymenty przekonuję się, że nie dałabym rady pracować całe dnie, nawet jakby robota nie była ciężka. Co innego też raz na jakiś czas se całe dnie coś porobić, ale potem tydzień leżeć do góry wentylkiem, a a co innego codzienie musowo dyndać do jakiejś roboty.... No cóż, to jest moja nowa rzeczywistość. Dziwna taka. Niezwyczajna. Potem miałam jeszcze raz iść w piątek. Wstałam rano, przyodziałam się w wygodne ciuchy, które mogą się pobrudzić, założyłam buty, już miałam iść po rower, ale 5 minut przed planowanym wyjściem nagle mi się chęć skończyła i z sił opadłam. Usiadłam na chwilę na kanapie i podniosłam sie z niej dopiero przed południem. O i tak to właśnie działa. Mierz siły na zamiary mówili. Próbuję, ale nie wiem, ile ja tych sił mam, bo mi się wskaźnik zepsuł. 

Ale jak tak se siedziałam na tej kanapie puściwszy wodze fantazji,  stwierdziłam, że jednak będę robić jutuba. Tak, jednak chcę spróbować prowadzić kanał na You Tube, tak jak to czasem ktoś mi tutaj sugeruje i oczym co jakiś czas myślę. Nie dawno napisałam w komentarzu, że nie będę yego robić, ale właśnie mi się zmieniło. To też jest ostatnio normalne u mnie - te nagłe zmiany nastroju, nastawienia etc. 

 Nie ale potzrebuję się wygadać, poświrować i może nawet z debilami poużerać, bo taką czuję potrzebę. Chcę gadać, ale tak by mi nikt nie przeszkadzał. No i myślę, że mogło by mi to pomóc wyjść z doła, poczuć się kimś ważnym kto ma jakąś misję, nawet jeśli to tylko czysta ułuda, bo przecież nie liczę na to, że nagle stanę się popularnym vlogerem, tak samo jak przez kilkanaście lat stukania w klawisze nie zostałam popularnym blogerem. No dobra, moje Dzieci uważają, że mój blog jest dosyć popularny i na tym poprzestańmy. Było nie było, non stop tu ktoś zagląda, co widać po zostawianych od czasu do czasu komentarzach. Blogowanie jednak jest o niebo łatwiejsze niż vlogowanie. Tu wystarczyło utworzyć bloga i zacząc klepać w klawiaturę. Można to robić nawet z telefonu, co robiłam z powodzeniem przez miesiące pisząc kiedyś z jakiegoś chińskiego małego telefoniku.

Do vlogowania trzeba więcej akcesoriów, specjalnej przestrzeni, ciszy,  dużo więcej czasu i odwagi. Tutaj czuję się dosyć anonimowa, nawet jak czasem pokazuję moją facjatę na zdjęciach i opowiadam o sobie dużo, to jednak to tylko słowa, litery, wyrazy...

Na Youtube trzeba pokazywać swój ryj non stop - mówimy wszak o vlogowaniu - narażając się przy tym na hejt, bo ludzie uważają, że "skoro udostępniasz cokolwiek publicznie i się pokazujesz to oni MAJĄ PRAWO wszystko, co powiesz i zrobisz oraz jak wyglądasz komentować". Tak, non stop spotykam się z takimi tekstami w social mediach. Ludziom się wydaje, że skoro internet jest sztucznym tworem to  człowieczeństwo ich tam nieobowiąuje. Skoro piszą z aninimowego konta,  mogą zachowywać się jak patusy, pierwsze lepsze  gnoje spod budki z piwem , tępe dzidy czy zwykłe skurwysyny i robią tak nawet mając dyplom magistra czy doktorat w kieszeni... Nie wiem, czy jestem na to gotowa, ale zamierzam się tego dowiedzieć. Próba nie strzelba. Nie liczę ani na wielką popularność, ani na zarobki, bo to by trza mieć coś więcej do zaoferowania raczej i więcej piniondzów, ale pomarzyć o tym też można i z takim nastawieniem zacząć, że może akurat coś z tego wyniknie.

Bardziej spodziewam się, że znowu mi się zmieni i poprzestanę na jednym nagraniu, a może nawet tego pierwszego wideo nie nagram. Młoda zgodziła się czasem mi pomagać, choćby z nagrywaniem, wyszukiwaniem miejsc, informacji, składaniem i w ogóle my mamy już cały szczytny plan haha, bo ona też jest dobra w fantazjowaniu. Ona nie zamierza jednak swoim pyszczkiem świecić publicznie, ale z drugiej strony kamerki - mówi - może stać.

Wiem, co chcę nagrywać i jak, ale nie wiem, czy znajdę na to wystarczająco motywacji, siły i wytrwałości. To trudna sprawa, zwłaszcza jak się jest chorobliwą perfekcjonistką. 

Póki co, jak pewnie niektórzy zauważyli, zrobiłam se baner na YT. Dodałam taki sam tu na bloga oraz na fb, bo od czegoś trzeba zacząć no i dobrze, by to miało jeden styl, by ludzie wiedzieli (nawet jak to będzie trzy osoby), że to nikt mi nie kradnie bloga ino że to ufo na yt to też ja. 

Dawno nie robiłam takich rzeczy i zanim znalazłam w guglownicy, czym ja to w ogóle ZA DARMO dziś mogę zrobić, to trochę mi to nerwów zjadło. Potem kolejne fale irytacji i opierdalania komputera napłynęły przy próbie ogarnięcia Canvy, którą to stronę wybrałam,  i jak tam się co robi, by uzyskać efekt choćby w części podobny do żądanego. Zabawę miałam dobrą z tworzeniem i przypomniały mi się stare dobre czasy, kiedy tworzyłam różne rzeczy na kompie. Zapomniałam już ile z tym jest frajdy. No i przez 20 lat to trochę jakby do przodu poszło haha i to co teraz można stworzyć to ludzkie pojęcie przechodzi i nie mówię o AI, bo ja z tych co to sami se wolą tworzyć rzeczy. Nawet jak efekt nie jest jakiś spektakulary, a wręcz - jak to mówią - po siekierze jest zrobione, to jest to moje własne i po mojemu.

Ważne, że daje się korzystać z canvy czy cap-cuta z chromebooka. Tyle, że trochę muszę się podszkolić w używaniu tego dziadostwa, bo jestem strasznie zacofana i wszystko musiałam robić metodą prób i błędów. Cały bity dzień siedziałam przed ekranem, by skraftować taki prosty baner i jeszcze, żeby na YT mi się obraz mieścił w ramce. Ale jestem usatysfakcjonowana. Pozostałam przy starym prostym pomyśle, tylko go trochę poprawiłam, bo proste rzeczy są najlepsze dla takich prostych bab jak ja. Mnie się podoba i to jest najważniejsze. No i mam baner oraz zdjęcie i mój kanał już nabrał jakiejś osobowości. Teraz TYLKO trza coś nagrac haha.  Jeszcze intro muszę wymyśleć i skraftować, a to trochę bardziej skomplikowane niż porosty obrazek. Już widzę moje składanie filmów, zanim opanuję te programy do składania... Wstępniaka mogę nawet w telefonie obrobić i wrzucić, bo to będzie gadanie, ale nagrywanie w terenie to już inna bajka. Czasem robię rolki na insta i wiem, ile to certolenia, by otrzymać proste wideo, a gdzie tu dopiero osiągnąć jakiś poziom, by wszystko miało ręce i nogi. To jednak może nadać mojemu życiu jakić sens i cel. Nic, że to tylko zabawa i pierdolety, ale będzie się czym zająć i nad czym pracować, a ja lubię bawić się komputerem od dziecka. A kto wie, może akurat umiejętność obsługi głupiego capcuta i tworzenie na yt do czegoś mi się kiedyś przydadzą i dzięki temu właśnie jakąś pracę kiedyś ogarnę...? Co prawda jestem już trochę stara by zaczynać iść w tym kierunku na poważnie, ale jak nie spróbuję to się nie dowiem, czy to ma sens i czy będę to umieć robić przynajmniej jako tako.

Jak coś nagram, to dam znać. Kanał ma taki sam tytuł jak blog, więc łatwo znaleźć. Na razie nic tam nie ma do oglądania, ale będzie. Jak to napiszę, to będę mieć motywację, by słowa dotrzymać. 

Na koniec dodam kilka zdjęć z Dendermonde, bo będąc u onko, poszłam se do centrum połazić dla relaksu. Lubię tam być za dnia. Mieszkać bym nie chciała. Za dużo chołoty (szczególnie obcej) już tam mieszka i robią gnój z porządnego miasteczka. Jak wszędzie zresztą...



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✍️ Skomentuj, jeśli masz ochotę, ale pamiętaj, że ten blog to moje miejsce w sieci, mój pamiętnik o moim życiu i zbiór prywatnych reflekcji na tematy różne i że ja tu ustalam zasady. Jeśli nie podoba ci się to, co tu widzisz, idź lepiej dalej...