25 października 2026

Powiało jesienią

 Dziś powiało mocno jesienią. Z podkreśleniem MOCNO i POWIAŁO. Wczoraj przyszedł alert pomarańczowy ostrzegajacy o silnym wietrze i żółty o deszczu.

Całe szczęście dopiero popołudniu zaczęło piździć, bo rano mieliśmy wizytę u rodzinnego z Młodym. Siedząc w poczekalni poczułam, jak mi telefon wibruje w plecaku. Wydobyłam go akurat by zobaczyć, kto dzwonił, ale nie zdążyć odebrać. Młody też spojrzał na ekran i też tak jak i ja miał WTF wypisane na twarzy. Chwilę później usłyszeliśmy, jak babka w recepcji kawałek dalej mówi do słuchawki moje imię najwyraźnie nagrywając się na automatyczną sekretarkę. Nie odsłuchiwałam, tylko od razu poszłam zapytać czego chciała... Uchachałyśmy się we trzy (obok niej jeszcze pielęgniarka siedziała) całkiem nieźle, bo ona nie miała pojęcia, że tam jestem haha. Chodziło o przełożenie mojej zaplanowanej na przyszły tydzień wizyty u pielęgniarki w sprawie zastrzyku, bo kobiety nie będzie akurat tego dnia. Pielęgniarka siedząca obok sekretarki zaproponowała, że może teraz może mi pomóc, ale odparłam, że to zastrzyk, a nie mam go ze sobą. Ba, dopiero musiałam odebrać go w aptece, bo dzień wcześniej nie było na stanie...

Z wiyty u lekarza bardzo jesteśmy zadowoleni. Cieszę się, że tego młodego typa wybraliśmy, którego podejście spodobało mi się już na pierwszej wizycie u niego z Najstarszą. Teraz tylko potwierdziliśmy podejrzenia, że to fajny doktor. 

Czekaliśmy na tę wizytę ponad miesiąc i przez ten czas uzbierało nam się kilka problemów do omówienia. Z bólem kolan (prawdopodobnie wzrostowymi, ale lepiej to potwierdzić) i domniemanymi problemami neurologicznymi odesłał nas od razu do pediatry w przychodni dla dzieci drukując stosowne skierowanie. Głównym problemem naszej wizyty był jednak trądzik i nad tym też pochylił się lekarz. Trochę śmieszków było, bo opowiedziawszy o tym, czym jest acne i jakie są jego rodzaje, chciał Młodemu wydrukować informacje do poczytania, ale zapytał go, czy woli po niderlandzku czy po angielsku, a gdy ten odparł, że po angieslku, doktot zaczął klikać coś na komputerze, po czym pod nosem zaczął coś mruczeć o trudnościach ze znalezieniem w tym jezyku, po czym odwrócił ekran i zademonstrował, jak klika w pdf po angielsku, a wtedy pokazauje mu, że nie jest możliwe zrealizowanie tego polecenia. HA HA. Młody musiał się zatem zgodzić na niderlandzkojęzyczną wersję. 

Potem doktor powiedział, że piguły stosuje się tylko w ciężkich przypadkach trądziku, bo mają wiele skutków ubocznych, a w lżejszych przypadkach zaczyna się od testownia maści i innych smarowideł. Trądzik Młodego jest - jak powiedział - gdzieś po środku, choć bardziej w stronę ciężkiego przypadku niż lekkiego, więc on sugeruje jednak zacząć od mazideł. Ja na to, że to drogo wychodzi, jak masz cały tułów tym gównem zajęty, bo córka już testowała... Nadal w sumie testuje... Wtedy on sprawdził w necie i przyznał, że faktycznie ceny wysokie... No Młoda narzekała, że byle flaszeka specyfiku prawie 50 ojro... Doktor chwilę pomyślawszy, zapytał do jakiej apteki najczęściej chodzimy, bo może możliwe będzie zrobienie leku na zlecenie, a przy niektórych specyfikach taniej wychodzi... Zadzwonił do naszej apteki i zapytał. Niestety okazało się, że w tym przypadku zrobienie leku nie będzie tańsze niż skorzystanie z gotowca... 

Doktor nie poddał się, tylko zaczął przekopywać internet sprawdzając różne opcje pod kątem cenowym. No niesamowity chłop! Po dłuższej chwili oświadczył, że ma pomysł. Polegał on na połączeniu jakiegoś antybiotyku z jakąś maścią...

 Znowu poguglował trochę i oświadczył, że przepisał te dwie rzeczy i że antybiotyk bodajże ze 2 euro wyjdzie a maść też podobnie... Nie byłam jeszcze w aptece, bo po drodze od doktora wstąpiliśmy po jedzenie do sklepu i wydałam ostatnie euro na szamę na najbliższe dni. Nie wiem zatem, ile faktycznie będzie kosztować ten zestaw na trądzik, który Młody ma testować przez kilka tygodni, a potem znowu mamy wpaść do doktora na ewaluację zmian. Podejście tego młodego lekarza jednak zasługuje na wielki komplement. Oby tylko nie stracił za szybko tego wielkiego entuzjamu i chęci pomocy ludziom, bo jest naprawdę dobrze rokującym doktorem. No i bardzo sympatycznym i wesołym młodym człowiekiem.

W kwestii czynszu wysłałam dwa takie same listy do tej firmy, z której dostaliśmy podwyżkę w imieniu właścicieli, w którym to piśmie napisanym przez prawniczkę z gminy informowałam ich o tym, że nie potrafią liczyć i że machnęli się o 3 stówy w swoich obliczeniach, a co za tym idzie, ja zapłacę tyle, ile mi powiedział prawnik, że mam zapłacić. Teraz poczekamy na odpowiedź. 

Co do dwóch listów to niniejszym właśnie czegoś nowego się nauczyłam o wysyłaniu ważnych pism. Mianowicie, że trzeba wysyłać dwa listy: jeden polecony a drugi zwykły. Niektórzy bowiem, celowo nie przyjmują poleconych, a zwykłe otwierają chętniej, bo nie wiedzą, co mogą zawierać. Jak napiszesz w piśmie, że wysyłasz to pismo  i poleconym, i zwykłym, to ciężko udawać, że nie dotarło albo że się nie widziało. W życiu bym sama na to nie wpadła, ale pomysł interesujący.

Prawniczka w międzyczasie przysłała mejl, że właściciele mają nowsze EPC (energożerność budynku) i że to jest D, czyli Dupy-nie-urywa, ale że w związku z tym czynsz jednak parę euro drożej wychodzi, niż stwierdziła poprzednio. W sensie parędziesiąt euro, ale wciąż mniej niż tysiąc daje. Dalej napisała, że po przedyskutowaniu naszej sprawy z kolegami, zgadza się z tym, co mówiłam na temat wstrzykiwania produktu przeciw wilgoci w mur, tzn że odradzają przebywanie w tym czasie w domu. Hm... a jak ja wyraziłam takie obawy, to stwierdziła, że nie ma co wierzyć we wszystko, co się przeczyta w internecie... Pewnie, że we wszystko nie ma co wierzyć, ale też ja się wczoraj nie urodziłam a i mózgu czasem używam, pomimo że nie jestem prawnikiem ani innym tam wysoko wykształconym. 

Zlecają też wysłanie listem poleconym jeszcze raz całej listy problemów właścicielom z podaniem konkretnego terminu, a gdy prace nie zostaną wykonane w tym terminie, zgłoszenie się oficjalne do nich, aby mogli wysłać kontrolę... 

List wyślę zapewne, aby ich postraszyć, ale co do zgłaszania tego potem do gminy to po namyśle jednak nie jestem przekonana, bo boję się tego, o czym już wielokrotnie mówiłam, czyli uznania oficjalnego naszego mieszkania za niebezpieczne czy niezdatne do mieszkania... Nie jesteśmy obecnie na pozycji, z której można podskakiwać. Trzy skromniutkie, bardziej niż niepewne zasiłki, zero normalnego wiarygodnego dochodu, czyli zero szans na wynajęcie czegokolwiek innego, a do tego ceny i brak ogólny mieszkań, a dalej zero rodziny czy innych bliskich, którzy mogli by wesprzeć w razie W.,  a kupa zwierzaków i problemów zdrowotnych. Gdyby kazano nam się wyprowdazić, to bylibyśmy dopiero w dupie. Może dla kogoś to głupie, ale ja wolę mieć grzyb na ścianie i cieknący dach, ale mieć tę ścianę i ten dach, a nie mieszkać pod mostem czy innym tam przytułku... 

Mam nadzieję, że w końcu za jakiś czas uda mi się pójść do jakiejś pracy i zarabiać jeszcze kiedys jakieś normalne pieniądze. I że córkom, choć jednej, uda się w końcu dostac jakąs pracę, którą będą w stanie wykonywać choćby na część etatu. Wtedy może będziemy mogli próbować coś zmienić. Teraz trzeba po prostu jakoś przetrwać...

Z dalszcyh pozytywnych rzeczy odnotować tu sobie muszę, że Młody zaczął jeść. Któregoś dnia poprosił cztery bułeczki z nutellą do szkoły! Szok i niedowierzanie, bo zwykle w ostatnich latach chciał "NIC". Nagle zaczął brać bułki z czekoladą i ciastka lub owoc oprócz tego. Poza tym w domu też je. Podstawą ciągle są frytki i buldaki, ale właśnie będąc w sklepie stanął przed lodówką z wegańskimi rzeaczami i nawybierał różnych gotowych kotletów i kiełbasek do testowania. Kiełbaski Little Willies marki De Vegetarische Slager uznał za lepsze niż prawdziwe mięso i opędzlował na raz całą paczkę, czyli 6 kiełbasek, z których zrobił sobie 3 podwójne hot dogi. Nawet nie wiecie jak się cieszę z tej nagłej zmiany jedzeniowej. Nie wiem, jak długo ta jego żernosć potrwa, ale póki co się jaram. Nie wiem, czy już się chwaliłam, ale znalazłam też sposób na zjadliwość spaghetti. Blenduję sos! Wtedy zyskuje on jednolitą konsystencję, która jest akceptowalna dla mózgu Młodego. Do takiego sosu koniecznie musi być gruby makaron. Penne jest idealny. Od czasu do czasu robię mu też kotlety mielone. Mięsne. Najstarsza też je czasem je. Kiedyś nawet mu rosół ugotowałam z dwóch udek, ale to już dla mnie dosyć problematyczna kwestia. Jeśli przestajesz jeść mięso, przygotowywanie mięsnych potraw staje się często wręcz niewykonalne, a na pewno cholernie trudne i obrzydliwe. Czasem jednak będę mu gotować, dopóki nie przejdzie na wegetarianizm. Już raz próbował, ale potem zdecydował, że jednak będzie czasem jadł mięso. I dobrze. Dla mnie najważniejsze, by jadł cokolwiek i nie wciąż jedno i to samo, zwłaszcza taki syf jak buldaki, bo frytki to już jak cię mogę. Przynajmniej te, które sam se robi z ziemniaków.

Jeszcze cztery dni i będą ferie jesienne. Młody już odlicza dni. W sumie trzy dni tylko musi iść, bo jeden dzień mają hybrydowy, a piątek już wolne, bo nauczyciele coś tam mają jakieś ewaluacje czy coś... Młody już odlicza dni. Mamy w planach jedno muzeum, i kto wie, może też zoo, bo młodzi mają wciąż te bilety... Poza tym kontynuuję z Młodym oglądanie Jojo's bizzare adventure, bo zaczął się pojawiać nowy sezon, a my jeszcze mamy dwa pierwsze jako zaległe do oglądnięcia, gdyż od trzeciego żeśmy zaczęli wcześniej.

Ja kupiłam sobie pierwszego audiobooka. Od dawna chciałam spróbować słuchania i chyba to jest dobry pomysł. Nabyłam pierwszą część Trylogii Czarnego Maga, którą kiedyś za młodego czytałam, a która gdzieś mi się rzuciła w oczy w sieci i pomyślałam, że fajnie było by to sobie odświeżyć. Ciekawam poza tym, czy Najtstarszej się spodoba... Czytać ona nie da rady, ale może da rady słuchać...? Mnie się słucha nawet dobrze. Ba, chyba nawet zbyt dobrze. Tak dobrze, że nie mogę się oderwać. To gorsze jak samodzielne czytanie! Tylko mnie wkurza, że to strasznie wolno idzie. Samemu jednak o wiele szybciej się czyta. Wada taka, żde audiobooki są drogie, ale Młoda coś tam mówi, że wie, skąd wziąć darmowe... Oooo tak, młodzież robi to samo, co ja w ich wieku - kombinuje... Mangę też oglądamy za friko, bo Młody też już dobry w te klocki... Uśmiecham się pod nosem na myśl, że ja i brat też zawsze wiedzieliśmy, gdzie znaleść darmowe filmy, muzę, programy i gry hehe. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✍️ Skomentuj, jeśli masz ochotę, ale pamiętaj, że ten blog to moje miejsce w siec i że ja tu ustalam zasady.