EUTANAZJA
Eutanazja w Belgii, jak to wygląda.
W naszym kraju eutanazja jest legalna. Belgia była zaraz po Holandii drugim krajem na świecie, które takie prawo wprowadziła. I tak od września 2002 roku pacjenci mogą w niektórych okolicznościach poprosić lekarza o zgodę na zakończenie ich życia. Od 2014 o eutanazję mogą też ubiegać się dzieci.
https://www.health.belgium.be/nl/gezondheid/zorg-voor-jezelf/levensbegin-en-einde/euthanasie
Czym jest eutanajza? To pozbawienie drugiej osoby życia na jej własne życzenie. Wykonawcą zawsze jest lekarz i eutanzja nie jest absolutnym prawem pacjenta, a tylko możliwością - można o nią poprosić, ale nie można się jej domagać. Każdy lekarz może odmówić zezwolenia na eutanazję, nawet jeśli wszystkie warunki do jej wykonania są spełnione.
Eutanazja jest dozwolona tylko wtedy, gdy pacjent znajduje się w stanie beznadziejnym (z medycznego punktu widzenia) stanie fizycznego lub psychicznego cierpienia, któremu nie można zaradzić i jest wynikiem cięzkiej nieuleczalnej choroby lub wypadku. W przypadku dzieci nie jest dozwolona eutanzja z przyczyn psychicznego cierpienia i muszą na nią wyrazić też zgodę prawni opiekunowie dziecka.
Prośba o eutanazję musi być całkowiecie samodzielna, dobrowolna (bez sugestii osób trzecich), świadoma i wielokrornie ponawiana. Osoby trzecie (np rodzina) nie mogą prosić o eutanzjaę dla nikogo (np osoby w śpiączce).
Eutanazja wykonywana jest przez lekarza prowadzącego przeważnie w obecności pielęgniarki. Pacjentowi podawany jest szybko działający środek nasenny i zwiotczający mięśnie, po czym następuje zatrzymanie oddechu i serca, co trwa kilka minut. Przy zabiegu mogą być obecni bliscy krewni, gdy pacjent wyrazi takie życzenie
Wyrażenie woli wykonania eutanazji w razie nieodwracalnej śpiączki
Prawo belgijskie umożliwia ponadto każdemu złożenie prośby o eutanazję w razie nieodwracalnej śpiączki. Takie oświadczenia dokonuje się w swoim urzędzie gminy w obezności dwóch dorosłych świadków, z których co najmniej jeden nie będzie miał żadnych korzyści ze śmierci składającego owo oświadczenia (jak spadek itp). Można przy tym wskazać jedną lub więcej osób, które w razie śpiączki powiadomią lekarzy o tej prośbie. Wszyscy oczywiście podpisują stosowne orzeczenia.
Tutaj znajdziecie stoswny formularz: prośba o eutanazję w razie śpiączki.
Podcast dziennikarki i artystki na temat eutanazji
Media opowiedziały nam jakiś czas temu o niejakiej Elien Vervaet, która nagrała podcast na temat eutanazji, by w ten sposób przełamać tabu. Wysłuchałam tego podcastu i postanowiłam ten temat poruszyć też na moim skromnym blogu, bo uważam że jest bardzo ważny, a faktycznie bardzo mało się o tym mówi. Jak już się mówi, to na zasadzie wyzywania się wzajemnego tych co są za i tych co przeciw (ale figę o tym wiedzą), pomijając kompletnie zdanie, tych których to na prawdę dotyczy....
Elien wyraziła swoje zdanie jako osoba, której to dotyczy. Co więcej pozwoliła wypowiedzieć się innym, których to dotyczy.
Kim jest, a raczej była, Elien? Piękną młodą 24-letnią kobietą, dziennikarką radiową, fotografką i aktorką, która po kilka latach walki z ciężką depresją w końcu otrzymała zgodę na eutanazję. Tutaj jest jej strona, gdzie możecie sobie m. in. obejrzeć jej zdjęcia, czy wysłuchać rzeczonego podcastu (jeśli władacie w miarę sprawnie niderlandzkim oczywiście). https://elienvervaet.com/
Elien porównuje siebie do pięknego motyla, który mimo tego że jest tak piękny, radosny i sympatyczny, bardzo krótko na tym świecie żyje.
Mówi, że ciągle cierpi okropnie. Mówi, że próbowała wszystkiego, co dało się zrobić, testowała różne leki, prosiła wiele osób i różne instytucje o pomoc i walczyła kilka lat dzielnie ze swoją depresją, ale nie udało jej się nic wiele wskórać. Straciła nadzieję. Nie chce już żyć. W końcu poprosiła o eutanazję i po długim czasie otrzymała na nią zgodę. Wtedy postanowiła nagrać ten swój podcast.
Chciała przed swoją śmiercią nakłonić ludzi do częstrzego poruszania tematu eutanazji i cierpienia przede wszystkim młodych ludzi, by ludzie nie wstydzili i nie bali się o tym mówić głośno, by nie musieli zmagać się ze swoim cierpieniem i wątpliwościami w samotności. Nie chodzi jej bynajmiej o nakłanianie kogokolwiek czy w ogóle jakiekolwiek promowanie eutanazji. Nie, ona pokazuje eutanazję taką jaka jest.
W swoim podcaście daje głos ludziom ze swojego otoczenia - specjalistom, przyjaciołom, rodzicom, cioci, przypadkowym ludziom zaczepionym na ulicy. Każdy z nich mówi, co czuje i jak odbiera jej decyzję i eutanazję w ogóle. Bliscy mówią o bólu, cierpieniu, śmierci, o trudnych emocjach, ale ze spokojem, pogodzeni i przygotowani najlepiej jak się da na taką okoliczność, jaką jest świadome odejście bliskiej znajomej osoby. Wszyscy ją wspierają i starają się zrozumieć, choć zrozumienie drugiej osoby, gdy nie jest się nią i nie czuje się tego, co ona czuje, jest czasem zupełnie niemożliwe, a zawsze bardzo trudne. Najbliższe Eliene osoby mówią o tym, że patrzyły przez ostatnie lata na jej cierpienie i na jej walkę z chorobą. Mówią o swoim wsparciu i miłości do Eliene. Szanują jej decyzję, choć jest ona dla nich bardzo ciężka i bolesna. Podziwiają jej odwagę i siłę bo wiedzą, że dla niej ta decyzja też jest strasznie trudna.
Warto było usłyszeć taki głos w tej ważnej sprawie, a w zasadzie głosy. Głosy różnych ludzi, których eutanazja mniej lub bardziej bezpośrednio dotyczy. Dało mi to sporo do myślenia i do czucia.
Elien odeszła 9 lipca, po 6 latach walki z ciężką depresją, kiedy to odwiedzała różne szpitale, testowała najróżniejsze terapie, które zlecali jej terapeuci. Nic nie pomagało.
O eutanazję ubiegają się rzadko osby młode, zatem Elien była raczej wyjątkiem pod tym względem.
W 2022 z eutanacji w Belgii skorzystało ok 3000 osób, z czego tylko około 1,2% byli to ludzie poniżej 40.
Co ja myślę na temat eutanazji?
Od dawna powtarzam, że cieszę się, iż mieszkam w kraju, w którym jest to legalne i dozwolone w określonych warunkach. Szczególnie teraz, odkąd usłyszałam swoją diagnozę "rak". Słysząc słowo rak w kontekście swojej własnej osoby człowiek bowiem zaczyna rozważać różne okoliczności związane z cierpieniem i śmiercią, które przez taką diagnozę nagle bardziej interesujące się wydają i bliższe. Nawet jak ci dadzą do zrozumienia, tak jak mnie, że mam 70% na przeżycie najbliższych pięciu lat, to jednak cień Kostuchy i, co gorsza, potencjalnego cierpienia czuje się na od czasu do czasu systematycznie na pysku i duszy...
Śmierci jako takiej się nie boję, ale cierpienia już tak. Boję się też cierpienia istot, które są mi bardzo bliskie.
Był taki czas, że intensywnie myślałam o zakończeniu swojego żywota. Jak ktoś dysponuje choć odrobiną empatii i inteligencji, zapewne domyśli się, że to nie był czas dla mnie cukierkowy. Był to czas, a w zasadzie czasy, bo nie był to jednorazowy pomysł, piekielnie trudny, straszny i bolesny. I wiecie co? Dziś z perspektywy patrząc, czasem żałuję, że się nie złożyło... Dziś by o mnie już pewnie nawet nikt nie pamiętał, świat beze mnie kręcił by się tak samo jak kręci się ze mną, tylko moja czasoprzestrzeń w inny sposób by się wypełniła. Tylko ja nie musiałabym się dziś już z niczym użerać, niczym przejmować, nikt by nie miał ze mną problemu, nikomu bym nie wadziła, nikt by nie musiał mi w niczym pomagać ani mnie słuchać, bo bym po prostu nie istniała. No ale dobra, aktualnie żyję i mam się w miarę dobrze. Opowiadam o tym tylko dlatego, by odnieść się do samej kwestii istnienia jako takiego, które jest jednym z wielu aspektów eutanazji.
Jestem osobą niewierzącą i dla mnie życie zaczyna się i kończy na planecie Ziemia. Nie wierzę ani w reinkarnację, ani życie pozagrobowe, ani w żadne inne czary-mary, a już na pewno nie w psychopatyczne złośliwe bóstwa, które wymyślają dla mnie głupie makabryczne challenge, a potem siedząc na chmurce śledzą każdy mój krok i czytają me myśli, by przyznawać mi punkty i mnie rozliczać z wszystkiego, co zrobiłam nie po ich myśli, choć nigdy mnie o zasadach swojej głupiej gry nawet nie raczyli ponformować.
A w kwestii eutanazji, jak wiadomo, wiara w mniej lub bardziej psychopatyczne bóstwa ma ogromne znaczenie. Nie mam nic do wierzących, dopóki trzymają swoją wiarę z dala od mojego życia, mojego ciała i moich przekonań. Wierzcie sobie w co tam chcecie, ale nie mierzcie mnie swoją miarą i pozwólcie mnie i każdemu innemu wierzyć w co chce i decydować o swoim życiu wedle swojej własnej wiedzy i potrzeb.
Dla mnie prawo do eutanazji jest bardzo wporządku, jest bardzo potrzebne i ważne. Oczywiście, o ile nie jest nadużywane, a znane są przypadki sugerowania np cierpiącym osobom starszym prośby o eutanazję... No ale nie mówimy tu o łamaniu prawa i nadużyciach. Mówimy o samej możliwości.
Gdyby nadszedł taki moment w moim życiu, że już będzie bardzo źle, że będę cierpieć ból nie do wytrzymania, a lekarz powie, że już nic nie da się zrobić, że mogę tylko czekać na śmierć w koszmarnym cierpieniu, to ja chcę mieć wtedy możliwość skrócenia tej drogi. Chcę móc poprosić o śmierć.
Jeśli ktoś lubi i z jakiegoś powodu chce cierpieć, niech sobie cierpi. Jego wola. Jeśli ktoś uznaje, że byłby dumny z tego, że np przez kilka miesięcy, lub jeszcze lepiej lat ,leżał by przykuty do łóżka, cierpiąc niemiłosiernie i do tego wymagając poświęcenia wielu innych osób, które będą go myć, podcierać, wynosić jego kupy, karmić i które w mnejszym lub większym stopniu będą ze swojego życia dla niego zrezygnować i jeszcze patrząc na jego cierpienie samemu ogromnie cierpieć no to gratuluję.... Ja nie czuję w sobie ani tyle odwagi, ani sił, ani tym bardziej bezduszności.
Uważam, że każdy człowiek powinien mieć możliwość godnego bezbolesnego odejścia z tego świata. To czy z tej możliwości skorzysta powinno od niego samego zależeć.
Niektórzy uważają, że eutanazja to zalegalizowanie samobójstwa. No można i tak na to spojrzeć... Tyle tylko, że najsampierw dobrze jest się dokładnie przyjżeć warunkom eutanazji: nieuleczalna choroba, cierpienie nie do zniesienia, kilkukrotne ponawianie prośby... Elien czekała trzy lata, zanim otrzymała swoje zezwolenie.
To nie jest tak, że eutanazja serwowana jest wszystkim znudzonym życiem na prawo i lewo. Eutanazję przeprowadza się w jasno określonych, wyjątkowych okolicznościach.
No ale dobra, pociągnijmy temat samobójstwa...
Przyznajcie się teraz tak z ręką na sercu, czy w ogóle kiedykolwiek tak na prawdę zastanawialiście się nad samobójstwem? Nie, że wy sami, tylko ogólnie, jak to jest popełnić samobójstwo.
Z tego co czasem czytam gdzieś tam w komentarzach i co słyszę przy okazji samobójstw, to niektórym się wydaje, że ludzie ot tak nagle pod wpływem chwili wręcz dla fanaberii albo z nudów odbierają sobie życie, bo, jak dalej twierdzą wszystko wiedzący, przecież nie mieli żadnego powodu. No wiadomo, inni najlepiej zawsze wszystko wiedzą na czyjść temat niż sam zainteresowany...
Zastanówcie się teraz tak czysto teoretycznie, zupełnie bezpodstawnie, że chcielibyście zakończyć swój żywot albo komuś innemu doradzić.... a nie czekaj, czekaj... Z połowę czytających te słowa pewnie nie raz już komuś radziło "pierdolnięcie sobie w łeb" czy tam podobne takie rozwiązania.
A pomyśleliście wtedy, co by było, gdyby ten ktoś serio sobie strzelił w głowę? Potraficie sobie wyobrazić taką sytuację, że oto wchodzicie do pokoju swojego czy kogoś znajomego, a tam czyjś mózg na ścianie, na wszystkim i ten ktoś, wasz znajomy ma dziurę w głowie, nie żyje, bo zgodnie z czyimś zaleceniem strzelił sobie w łeb...?
Albo wisi u sufitu w waszej łazience. Celowo piszę "waszej", bo ludzie mają to do siebie, że wyobrażają sobie zawsze i święcie są o tym przekonani, że TAKIE RZECZY IM SIĘ NIGDY NIE PRZYTRAFIĄ, bo oni tacy nie są i ich znajomi ani rodzina tacy nie są. A żebyście się nie zdziwili...
Orientujecie się choć z grubsza, jakie są objawy śmierci przez powieszenie i jak wygląda wisielec? Nie? Ja mam dziwne zainteresowana i sobie poczytałam... Wrażnie ponoć niezapomniane.
A jakby tak ktoś skacząc z mostu akurat przed wasze auto spadł i byście na niego najechali...?
Albo z wieżowca, w którym akurat zakupy w galerii robiliście...? I krew jego oraz mózg ochalapały by wam laczki...?
Albo przed pociąg, którym jechaliście na wakacje, a wasz sąsiad kolejarz akurat by siedział w lokomotywie i widział to i nic nie mógł zrobić...?
Nadal uważacie, że eutanazja to to samo co samobójstwo?
Połknięcie tabletek wydaje się być najmniej okrutne dla innych, ale też mniej skuteczne. Każdy kto ma dość życia, orientuje się w zaletach i wadach poszczególnych metod. Ja piszę o nich, by pokazać różnicę, ale też po to, by poruszyć temat odbierania sobie życia z takich czy innych powodów, by skłonić do myślenia i do przestania udawania, że temat nie istnieje i że was na pewno nie dotyczy. Bo istnieje i dotyczy każdego. No chyba że twierdzicie, iż nie znacie i znaliście nigdy nikogo, kto myślał o odebraniu sobie zycia, próbował odebrać sobie życie albo sobie życie odebrał. W co nie uwierzę, no sorry.
Nieudane próby odebrania sobie życia nie rzadko kończą się niepełnosprawnością fizyczną lub umysłową, co tylko pogarsza sytuację.
Udane jak i nieudane proby samobójcze są szokiem i traumatycznym przeżyciem dla bliskich.
Pewne jest jedno. Każdy kto myśli o zakończeniu życia, musi mieć ku temu powód. Każdy potrzebuje wtedy najbardziej pomocy, zrozumienia, wysłuchania, wsparcia. Nie każdy je otrzyma i nie każdemu to pomoże i nie każdemu wystarczy, ale fajnie gdyby ludzie częściej chcieli innych słuchać, innych zauważać i zawsze drugiego próbowali zrozumieć, a nie tylko oceniać wszystkich według siebie.
Nieuleczalnie chore i nieludzko przy tym cierpiące osoby to bardzo wyjątkowa grupa.
Większość ludzi, moim zdaniem, chce żyć, chce pracować, spotykać się z przyjaciółmi, cieszyć się dziećmi, wnukami, rodzeństwem, partnerem, chcą podróżować, czytać, oglądać filmy, słuchac muzyki, bawić się, odkrywać świat...
Większość ludzi w każdym wieku chce żyć. Po prostu żyć, istnieć, zmagać się z problemami, podejmować wyzwania. Większosć ludzi nie chce umierać, nie chce odchodzić, nie chce zostawiać nikogo i niczego. Bo taka jest nasza natura.
Tak samo jak wszystkie pozostałe zwierzęta, my ludzie zawsze walczymy o życie, o życie swoje i najbliższych. Jesteśmy gotowi wiele wycierpieć, wiele znieść, by móc żyć.
Ludzie nie proszą o śmierć z byle powodu.
Ludzie nie narażają bliskich na cierpienie z byle powodu.
Ludzie nie zostawiają wszystkiego, co kochają z byle powodu.
Ludzie nie proszą o eutanazję z byle powodu.
Uważam, że brak legalnej eutanazji nie powstrzyma ludzi cierpiących przed zakończeniem swojego życia, gdy tylko znajdą sposób i dość odwagi. Tyle że zrobią to korzystając np z którejś z wyżej wymienionych makabrycznych metod, niespodziewanie, nagle, narażając najbliższych na traumatyczne przeżycia i szok.
Przykład Elien mówi nam, że dzięki eutanazji można odejść z godnością, można siebie i najbliższych na ten moment przygotować. Oczekiwanie na eutanazję jest poza tym dosyć długie i człowiek jest pod opieką specjalistów, więc jest też czas, by się rozmyślić, by zmienić zdanie.
Uważam, że dobrze by było, gdyby ludzie o tym wszystkim częściej rozmawiali, zarówno o eutanazji, jak o myślach samobójczych, o śmierci ogólnie, o depresji, o problemach ogólnie. Byśmy się wzajemnie wszyscy próbowali zrozumieć, poznać różne punkty widzenia i siedzienia, byśmy otwarcie mogli opowiedzieć o swoich problemach i nie zostać wyśmianym, wyszydzonym, odizolowanym, a byśmy dostali pomoc, wsparcie czy przynajmniej cierpliwe ucho, które nas wysłucha.






































































