Bruksela: dywany z kwiatów, secesyjny domek i dobre wegańskie żarcie
W dzisiejszym wpisie bedzie dużo obrazków z Brukseli, bo dwa razy stolicę odwiedziłyśmy z Młodą w ostatnim tygodniu. Na YouTube jest też wideo z pierwszej wizyty. Z drugiej za parę dni też powinno się pojawić, jak będzie miał kto poskładać to nagranie...
Nie mam dziś weny na pisanie, a poza tym muszę sobie najpierw bałagan w głowie poukładać z grubsza, zanim zabiorę się za ubranie myśli w słowa. Więc wyjątkowo wrzucę głównie zdjęcia okraszając je tylko kilkoma słowami.
1. Dywany kwiatowe.
O Tym jest powyższe wideo, więc nie będę się powtarzać. Dodam tylko zdjęcia interesujących w moim mniemaniu obiektów porobione w Brukseli w mniej lub bardziej przypadkowych miejscach.
mały dywanik z dalii w Muzeum Piwa w Brukseli
zachwycający sufit
Budowla, w której mieści się muzeum
jakiś przypadkowa figura
nazwy ulic, urzędów itp w Brukseli zawsze są w dwuch językach
dywan na rynku
kawałek dawnych obwarowań miasta
Młoda, jak wiadomo, jest najlepszym wyszukiwaczem ciekawych knajpek i kawiarni. Poniżej wegańska kawiarnia Lucifer Lives, gdzie zjadłyśmy wegańskie bajgle na lunch. Bardzo smaczne wszystko, a wystrój bardzo w naszym guście :-)
matcha lavendowa i sok pomarańczowy
bajgel i ziemniaczki
Odwiedziłyśmy też szmateks i nawet sobie ładną różową kurteczkę jeansową kupiłam za ok 6€ (pokażę innym razem).
szmateks 18€ za kilo
Malunki na ścianach zawsze przyciągają moje oko...
nasi tam byli
syrenka na drzwiach
Niektórzy uważają, że spódnice są tylko dla bab... To pa na to:
2. Dom Hannonów - Maison Hannon
Przeglądając mój notesik z rzeczami do odwiedzenia, zobaczyłam znowu zanotowany tam zabytkowy piękny dom słynnego belgijskiego architekra Horty i pomyślałam, że właśnie chcę to zobaczyć. Wyguglałam i się okazało, że w piątek czynne, ale trzeba zrobić rezerwację. Dziewczyny były również zainteresowane oglądaniem, ale niestety okazało się, że tak z dnia na dzien nie idzie zrobić rezerwacji. Wszystkie bilety już były wykupione. Ale jak już nam się umyśliło zwiedzanie domu, to sprawdziłam wszystkie, a tego typu obiektów jest w stolicy kilka. Do domu Hannonów były miejsca, to zarezerwowałam trzy. Nawet lepiej, że ten dom wybrałyśmy, bo taniej jest niż w innych i zdjęcia można robić, bo w niektórych telefony i aparaty trzeba zostawić przymusowo w szafce przy wejściu. Pfff.
Tutaj młodzież do 26 lat, czyli obie dziewczyny, miała po 5 euro wejście. Ja miałam za darmo z kartą muzealną musseumpass. Normalna cena dla dorosłych to 14€, a dziecki do 12 lat wchodzą gratis. Rezerwację zrobiłam na 14.20, więc nie musiałyśmy się spieszyć ani rano wstawać.
Do miasta pojechałyśmy autobusem od nas ze wsi, tam przesiadłyśmy się na metro, a ostatnie 1,5 km przeszłyśmy z buta po drodze obserwując bacznie otoczenie i cykając fotki co ładniejszym rzeczom, bo w tej części miasta nie bywamy za często, więc jeszcze dużo rzeczy nas zachwyca. Prawie tyle samo też irytuje albo wręcz oburza, ale nie chce mi się o tym gadać...
kołatka
nie wiem, co autor TEGO miał na myśli
jakiś ładny dom
zblizenie na górne okno, bo łał
krzywe zdjęcie, ale dom ładny
ten to już w ogóle obdarzyłyśmy ocham i achami
to też jakiś znany dom w stylu secesyjnym
Jako że do miasta dotarłyśmy koło południa, to znowu poszłyśmy na lunch, bo byłyśmy głodne, i znowu do wegańskiej jadłodajni. W Reboost. serwują super smaczne, zdrowe i kolorowe michy, czyli smoothie bowls.
Pychota! Ceny przemilczę. Ale żarcie jest warte swoich cen.
nazwa knajpki w lusterku to cyk selfiaka :-)
wnętrze reboost.
czekoladowa micha Najstarszej
moja niebieska micha ze spiruliną
micha acai Młodej
Najedzone już mogłyśmy iść do tego domu...
A oto i on, dom Hannonów. Chałupę tę zaprojektował w 1902 roku niejaki Jules Brunfaut, na specjalne zamówienie swoich znajomych, małżeństwa Marii Debard i Edouarda Hannona.
Edouward był inżynierem, który w interesach podróżował po świecie i przy okazji fotografował. Maria była miłośniczką botaniki, a Eduard fanem technologii, pozecji i antyku. Dom jest ich portretem. Każda część domu, każdy detal zostały zaprojektowa i wykonane z rozmysłem, a wszystko wiąże się z pasjami i życoe jego dawnych właścicieli.
Po śmierci ostatniej osoby z rodu, dom stał długo pusty i popadł w całkowitą ruinę. Rozważano nawet jego zburzenie, ale ktoś wpadł na pomysł, by jednak go odrestaurować. Prace w sumie wciąż trwają.
Ale dobrze, że nie rozwalili, bo mogłyśmy się ponapawać. Chciałabym mieszkać w takim domu. Oczywiście w nowym, a nie w takiej starej ruinie, bo mimo odnowienia i napraw to wyraźniej jest ruina i tylko na muzem się nadaje. Mimo wszytsko jest zachwycający. Bardzo nam się podobał.
Nakręcono tu kiedyś nawet jakiś film, bodajże, "Mama Dracula" czy coś takiego... Jeszcze na płytach VHS był, czyli dawno dawno temu...
te schody są po prostu cudne
schody widziane z piętra
witraże też niczego sobie
wyjście kuchenne czy coś
włącznik światła
kaloryfer
drzwi od zewnątrz
ujęcie od drugiej strony
A dalej to już detale z innych randomowych mijanych po drodze domów.
Ułożyłyśmy kolejne puzzle, które nie dawno zakupiłam w księgarni w Mechelen, bo na promocji były. Dużo kolorów, czyli oczobolne, ale łatwe.
A to malutkie stworzonko siedziało na drzwiach wejściowych. To maluszek, a tylko na zdjęciu na bydlę wygląda, bo sporo go powiększyłam, gdyż bardzo mi się podobał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✍️ Skomentuj, jeśli masz ochotę, ale pamiętaj, że ten blog to moje miejsce w siec i że ja tu ustalam zasady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✍️ Skomentuj, jeśli masz ochotę, ale pamiętaj, że ten blog to moje miejsce w siec i że ja tu ustalam zasady.